R jak religijność, czy relacja?

Odkąd pamiętam, w domu zawsze obecna była religijność. Co niedziela kościół, na ścianach święte obrazy i Biblia na półce. Od dziecka wiedziałem także, że istnieje Bóg. Miałem pewność, że jest, ale zupełnie nie wiedziałem jaki jest.

Myślałem, że jest Bogiem odległym, który tylko czuwa, żeby każdy z ludzi przestrzegał prawa, a jeśli komuś podwinie się noga, od razu zsyła kary. Moje wyobrażenie Boga, było jak przebieraniec chodzący od domu do domu. To wyobrażenie chodziło od mojej głowy do serca i wpędzało w nie strach. Strach, przed tym, że jeśli moje życie nie będzie idealne, za nic nie zyskam przychylności Boga.

Podczas modlitwy mówiłem do Boga, ale nie miałem pojęcia, że On może być blisko, że mnie słucha. Mówiłem, ale nie liczyłem na odpowiedź.

Wszystko zmieniło się w 2012 roku. To wtedy, dzięki płycie jednego z raperów, pojąłem kim tak naprawdę jest Bóg, czym jest dusza oraz co to tak naprawdę Niebo.

Jezus, muzyką rapera, poprzez aparat słuchu, wszedł w moje serce. Poprzez uszy, wlał mi w serducho miłość. Poczułem, że wcale nie jest On Bogiem odległym, ale jest bliżej mnie, niż mogłem sobie to wyobrazić. Pojąłem, że On jest ciągle przy mnie, że dla Niego jestem najważniejszy na świecie. Że mogę mieć z Nim żywą relację, mogę mówić o każdym problemie, każdej beznadziejnej sytuacji, a w chwili gdy czuję, że cały świat mnie opuścił, On zawsze czeka na to bym się do Niego zwrócił. On nie może się doczekać, aby mi pomóc.

„Nasz Bóg jest bliżej nas, niż my samych siebie”. On nas kocha przeogromem miłości i nie zważa na nasze potknięcia, czy upadki. Najważniejsza jest chęć poprawy. Nie musimy żyć idealnym życiem. Idealnie musimy pragnąć całkowitego zjednoczenia z Jezusem.

Szukajmy Go w naszych myślach. Stawiajmy sobie Pana przed oczy. A wtedy jak mówi Psalmista „nic nami nie zachwieje.”

Nasze życie nie kończy się wraz ze śmiercią naszego ciała. Rzekłbym, że nasze życie, tak naprawdę wtedy się dopiero w pełni rozpoczyna.

Jezus chce zostać naszym najlepszym przyjacielem i może się to stać szybciej, niż myślimy.

Musimy tylko religijność, zamienić, na żywą relację z Bogiem.

A wtedy, zmieni się wszystko. 

Talent

Zastanawia mnie jedna scena z Ewangelii. Konkretnie przypowieść o tym, jak Pan rozdawał pieniądze w walucie zwanej talent, by podwładni zatroszczyli się o ich dobry obrót. Spójrzcie tylko, pieniądze to coś wartościowego, coś co posiada określoną wartość, np. w Polsce jest to 5 zł, 10 zł czy 100 zł. Każdy z nas dba o domowy budżet pieniężny, bo każdy z nas doskonale wie, że dzięki nim możemy przeżyć kolejne dni, kupić chleb, mieć się w co ubrać. Czyli wiemy o tym, że jak jest coś wartościowe, co zapewnia nam przetrwanie, to troszczymy się o to by obrócić to w zysk.
Moje rozmyślenia powolnym ruchem, niczym ślimak poruszający się w labiryncie myśli prowadzą do rozwiązania, a więc wskazówki dlaczego Jezus, opowiedział uczniom akurat tę przypowieść. Może chciał w ten sposób wskazać na wielką wartość pieniądza i uczulić bliskich by troszczyli się o swój byt? Na pewno chciał samego dobra dla nich. Jednak w tej przypowieści chodzi o coś więcej.
Nie bez przyczyny waluta powierzonych sługą pieniędzy nosiła nazwę TALENT. Jezus w znanym dla siebie błyskotliwym sposobie mówienia, opisuje olbrzymią wartość powierzonych nam talentów, a więc nieprzeciętnych umiejętności wykonywania danych czynności, szczególnych cech charakteru, określonych predyspozycji, które Bóg daje konkretnej osobie.
Jezus zaznacza bardzo mocno, że nie chce aby powierzone nam dary zostały przez nas zakopane w piachu, razem z naszym ciałem po śmierci. On chce aby one wraz z nami żyły po śmierci ciała!
Nasz Mistrz chce byś odrzucił na bok strach i obawę przed tym że coś Ci nie wyjdzie.. Chce byś wreszcie przestał analizować czy „po tej wodzie dam radę iść”.. On chce żebyś skierował swój wzrok na Niego i w końcu wyszedł ze swojej łodzi bezpieczeństwa i komfortu.
Jezus jest Bogiem aktywności i działania. Zauważ że On nie siedzi w miejscu.. On jest w ciągłym ruchu. I chce żebyś ruszył się z Nim także i Ty!
Każdy z nas ma talent. Nie musisz być piłkarzem, bo z każdej strony wciskają Ci, że to teraz jest modne. Nie musisz być instruktorką fitness, bo wtedy cały świat by Cię podziwiał. Podziwiać ma Cię tylko Twój Stwórca. Musimy dbać o to, by w Jego oczach wypaść najlepiej.
Odnajdź swoje wielkie pokłady talentu zakopane w Twoim sercu. Odszukaj predyspozycje i cechy charakteru, które pomogą Ci dokonać wielkich dział w imię Jezusa.
Może masz talent do świetnej opieki nad dziećmi, może świetnie malujesz, może w niezwykły sposób analizujesz, a może Twój talent dotyczy wyrobów stolarskich? Każdy z talentów jest równie ważny dla Pana. Ważne by to co robimy poświęcać Jemu i robić to z Nim. Ważne by żyć jak ryba w wodzie.
Zbyt wiele talentów zostało już zakopanych w piachu. Czas wreszcie zacząć nimi żyć.
To co, wychodzisz ze mną z tej łodzi?!

W ciszy

Dzisiejszy świat przypomina latający po niebie wielki balon, który pod wpływem napełniania go za pomocą ognia unosi się w powietrzu. Gdzie się nie obejrzymy tam z każdej strony atakuje nas natłok informacji, wszędzie nic nie wnoszące słowa które docierają do naszego mózgu. Radio, telewizja, rozmowy w autobusie, zgiełk miasta, internet, gazety, praca, wszędzie aż kipi od słowotoku informacji. Świat nadmuchuje nas tak samo jak ogień napełnia balon.

Czy aby świat o czymś nie zapomniał? Czy pędzący jak rydwan na arenie ludzie nie zapędzili się za daleko? Teraz już nie wystarczy że masz komputer, musisz być najaktywniejszym komentatorem, musisz polubić najwięcej postów i napisać najwięcej durnych komentarzy. Ludziom już nie imponuje to jakim jesteś człowiekiem, jakie masz serce, dla świata liczą się litery przed nazwiskiem.

Ale czy na tym polega życie? Czy żyjemy po to by zdobyć najwięcej? By przyjąć największą liczbę informacji? Słów?

Doskonale na to pytanie odpowiada najpiękniejsze Słowo jakie oglądał świat.. Żywe Słowo.

W jednym z wersów Biblii Jezus mówi: „Nie bądźcie gadatliwi jak poganie”.

Świat będzie Ci wmawiał że musisz dużo mówić żeby być kimś.

Ale czy naprawdę chcesz być „kimś” w oczach świata?

To nie świat, a Jezus da Ci wieczne życie. Wieczne życie w chwale i radości. Ale by tego doświadczyć, musisz przemilczeć wiele chwil w swoim życiu.

Jedynie w ciszy możesz usłyszeć swoje serce. Jest ono jak płaczący malec którego nie słyszą imprezujący rodzice. Wyłącz świat by włączyć wnętrze. Wyłącz telefon, internet, telewizję.. Wyłącz chaos by włączyć ciszę.

Bo właśnie w ciszy mówi Bóg. Jezus tak bardzo chce Ci powiedzieć że ciągle Cię szuka, że widzi jak błądzisz i chce Ci wreszcie pomóc, ale jak ma to zrobić kiedy Ty ciągle żyjesz w zgiełku i natłoku świata??

Naucz się trwać w ciszy, w obecności Stwórcy, a Twoje życie zacznie się zmieniać.

Bo bez dwóch zdań świat chce nas „nadmuchać w balona”, jednak my w sekundę możemy go przebić.

Wystarczy że wezwiemy Ducha Świętego… i po prostu z nim pobędziemy.

Tylko ja i ON.

W ciszy.

 

„Pobaw się sam synku”

Kuba jako 11-latek podjął pierwszą w swoim życiu prawdziwie męską decyzję. „Zbuduję domek na drzewie, zrobię to sam, zaskoczę wszystkich, pokażę na co mnie stać!” odparł prężąc muskuły i robiąc groźną minę.

Pierwszy dzień wakacji, gdy promienie słońca niepostrzeżenie niczym złodziej o świcie wkradły się przez lekko podniesione rolety do pokoju chłopca, zwiastowały przy tym początek wielkiej misji Kuby. Gdy otworzył oczy podnosząc powieki powolnym ruchem do góry, jakby ktoś podciągał z oczu żaluzje, czuł się podekscytowany jak jeszcze nigdy przedtem. Bijące serce szybkim tempem, jakby kolaż pędzący w Tour de Pologne, i to niestygnące poczucie dumy, że on jako syn budowlańca, sam, własnoręcznie zaprojektuje i zbuduje domek na drzewie. „Tata będzie ze mnie dumny! Na pewno pogratuluje mi i nie będzie mógł przestać patrzeć na moje dzieło!” cieszył się w sercu malec.

Budowa została rozpoczęta. Kubuś z zapałem drwala i zawziętością boksera znosił belki, zbijał i związywał kawałki drewna, tak że z dnia na dzień domek przybierał coraz wyraźniejszych kształtów. To zaangażowanie chłopca poczuć można było z daleka. Było jakby zapach grilla który czujemy z końca ulicy. Nie dało się tego nie zauważyć. Mały kładł się spać myśląc o domku, a pierwszą myślą po przebudzeniu były kolejne belki które dziś będzie zbijał. Ten projekt pochłonął go całkowicie. Aż kipiał motywacją i chęcią działania. Mały wielki bohater. Dziwiło go tylko jedno, to że tata od początku budowy nie zajrzał do niego, ale był pewny, że ogląda go z ukrycia, a gdy ukończy dzieło zgotuje mu huczne przyjęcie.

Lipiec miał się ku końcowi. I choć słońce dalej świeciło z taką sama mocą, dni zaczynały robić się ciut krótsze niż na początku. Ćwierkające ptaki, dojrzewające maliny i spadające z drzewa jabłka. Oto polski piękny lipiec, który tego lata stał się jeszcze piękniejszy, a wszystko za sprawą pięknego, świeżutkiego domku na drzewie, który właśnie ukończył mały budowlaniec Kuba!

Wiele godzin potu, trudu i zaangażowania, ale dla efektu końcowego było warto. Chłopiec nie mógł się doczekać opinii taty, w końcu to głównie po to, by mu się przypodobać realizował tą budowlę.

Gdy tata wrócił z pracy Kubuś pobiegł w pośpiechu, o mało nie gubiąc trampek z nóg, by oznajmić tatusiowi dobrą nowinę.. „tato tato, zbudowałem domek na drzewie, i to zupełnie sam! Chodź, chodź, zobacz!” chłopiec ledwo nadążał złapać oddech podczas wykrzykiwania radosnych informacji.. a tata na to..

„super Kuba, ale teraz daj tatusiowi odpocząć, padam z nóg po pracy, leć pobawić się sam”, po czym odszedł do swojego gabinetu..

Ta cisza po wypowiedzeniu tych słów przez ojca to najgorsze chwile w życiu Kubusia. Moment w którym w jego serce wbijał się nóż. Nic nie wyrazi bólu jaki odczuł chłopiec po słowach własnego taty, który nie wyraził nawet grama zainteresowania dziełem swojego syna. Kałuża utworzona z łez chłopca siedzącego samotnie w zbudowanym przez siebie domku, stała się lustrem odbijającym przeogromny smutek i ból bijący z oczek malca.

Jego życie nigdy już nie było takie jak przed tamtymi wydarzeniami. Jedna chwila potrafiła poranić całkowicie jego serce. Już nigdy nie był tak otwarty, silny i pewny siebie jak przedtem. Brak zainteresowania taty stał się dla Kuby sygnałem odrzucenia. Poczuł się samotny i do niczego. Jego samoocena została zrujnowana.

Ta historia to przestroga. Przestroga dla każdego z nas, bo jak widzimy, jedna chwila potrafi zrujnować życie drugiej osobie. I wcale nie potrzeba noża czy sztyletu, by poranić serce drugiego.

Wystarczy brak zainteresowania.

Bo on potrafi zranić bardziej niż najostrzejszy skalpel.

A co Ty ksiądz??

Jacek to twardy gość. Trzy razy w tygodniu siłka, do tego bieganie i basen. Niejeden wystraszyłby się go idąc ciemną uliczką. Co go wyróżnia ze społeczeństwa? Wielki wzrost i wielki biceps. Co jeszcze? Wielka wiara, to że ciągle mówi o Jezusie, modli się i ewangelizuje. Normalny twardy gość, nie ksiądz, a ciągle o Jezusie??

Kasia to piękna kobieta. Gdy wystroi się na imieniny cioci zawstydziłaby niejedną miss. Gracja, prostota i elegancja. Co ją wyróżnia ze społeczeństwa? Piękna buźka i piękny uśmiech. Co jeszcze? Piękna opaska na nadgarstku.. z napisem „Idę za Jezusem”. Normalna, ładna dziewczyna, nie zakonnica, a ciągle o Jezusie??

Dzisiejszy pędzący, przesycony materializmem, pogonią za karierą i zabawą świat dziwi widok młodych, normalnych ludzi którzy swoje życie oddali Jezusowi i żyją z Nim na maksa. Dziwi ich fakt, że dana osoba nie jest księdzem czy zakonnicą, a całe swoje życie poświęca Bogu i głoszeniu Ewangelii.

Ale co, to ma nas chować w sobie? Zawstydzać? Wpędzać w zakłopotanie??? KONIEC Z TYM!

Czas pokazać całemu światu, że wiara w Jezusa nie jest żadnym wstydem, a wręcz przeciwnie, wielką dumą!

Mamy wiele przykładów ludzi którzy w świeckim życiu pozostali sobą, a głoszą całym sobą Jezusa. Jeden z najbardziej znanych polskich raperów „Tau”, wokalista zespołu Luxtorpeda Robert Litza, Aga Musiał, Tomasz Adamek, Kuba Błaszczykowski, Arkadio, Maleo, Wyrwani z Niewoli, dziennikarka TVN Katarzyna Olubińska, czy prezenter TVP Krzysztof Ziemiec.

Wszyscy oni żyją zwyczajnym, świeckim życiem, a jednak ich życie jest przesiąknięte wiarą w Boga i głoszeniem Jezusa.

Bo nie trzeba być księdzem by zostać apostołem Pana.

Wystarczy otwarte serce i dłonie gotowe do pracy. Bo „żniwo w prawdzie wielkie, ale robotników mało”.

A może to właśnie Ty masz być kolejnym?

Zaakceptuj

Życie człowieka jest jak komputerowa klawiatura. Wiele w nim wyborów, trudnych momentów, punktów w których trzeba coś zaakceptować. Wcisnąć Enter.                                                               I wtedy zawsze mamy dwie możliwości. Albo akceptujemy, albo wracamy.                                   Pamiętasz swoje trudne chwile w których musiałeś coś zaakceptować? Może przeprowadzkę w dzieciństwie, zmianę szkoły, rozstanie z dziewczyną, utratę bliskiej osoby?                                    Akceptacje ważnych spraw zawsze przychodzą z trudem. Zawsze kosztują wiele potu i wylanych łez.                                                                                                                                                            Jedną z najtrudniejszych kwestii w życiu, którą w pewnym etapie swojego życia musimy zaakceptować jest.. zaakceptowanie siebie, swojego wyglądu, swojej osoby.                                    Ja wieem, jest tyle ważniejszych spraw, ciągle brak czasu, praca, szkoła, znajomi… jak w tym wszystkim jeszcze znaleźć chwilę na pomyślenie o sobie? A co dopiero na zagłębianie się niczym nurek w oceanie własnego serca..                                                                                                     Jednak bez prawdziwej akceptacji własnej osoby nie możemy w pełni żyć. Bez zaakceptowania własnego ja, jesteśmy jak niewidomy błądzący nocą po lesie. Nie wiemy kim tak naprawdę jesteśmy.. dokąd idziemy.                                                                                                                             Bo na pewno nie jesteśmy zlepkiem przypadkowych komórek, tkanek i krwinek. Nie mamy pojęcia o potężnej wartości własnej osoby i poprzez to błądzimy, zatapiamy się w bagnie kompleksów i złego mniemania o sobie. A właśnie to pcha nas do upadków, grzechów i zaniedbań.                                                                                                                                                     Dość. Czas stanąć w Prawdzie i prawdziwie zaakceptować siebie. Właśnie teraz jest ten czas, nie za tydzień, nie za miesiąc, nie za rok!                                                                                                     Dziś, właśnie teraz jest ta chwila. Chwila w której Ty przeglądasz się w lustrze które trzyma przed Tobą… Bóg.                                                                                                                                           Patrzysz w nie i widzisz siebie.. piękna osoba z pięknymi oczami, brwiami, policzkami.. Świetnie wyglądające usta, figura i włosy. Przepiękny uśmiech i blask w oczach. Tak to Ty! To nie opis Cristiano Ronaldo czy Monici Belucci. Właśnie Ty jesteś przepiękną osobą we własnym ciele! Dzieckiem Boga, stworzonym z miłości, piękna i dobra. Zaprojektowanym z niezwykłą dokładnością.

„Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki.                                  Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła.”

Jesteś osobą za którą Ktoś na tym świecie szaleje, i tym Kimś jest sam Bóg!                                Kocha Twój każdy centymetr ciała który zaprojektował z olbrzymią starannością, byś urodził się i urodziła właśnie z taką urodą, dokładnie tak wyglądający.                                                               Gdy nie potrafisz zaakceptować w pełni siebie, bo obrazy aktorów, aktorek i modelek zatarły w Tobie obraz prawdziwego piękna, zwróć się do Jezusa.                                                                  Poproś Go o uzdrowienie swojego patrzenia na własną osobę. Pomyśl tylko jak ważni jesteśmy dla Stwórcy. Sam Jezus wiele razy podkreślał o tym że nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego. Miejsce w którym przebywa Bóg musi być cudne. I nasze ciała takie właśnie są! Każde. Bez wyjątku.                                                                                                                                                         Bo gdy ktoś patrzy na ukochaną osobę podoba mu się w niej wszystko, a Jezus chce byśmy wszyscy patrzeli na siebie z miłością.                                                                                                     Tak samo jak On patrzy na nas. Bo Królestwo Boże to królestwo Miłości. Świat gdy nie ma miłości, tonie w kompleksach, poniżaniu drugiej osoby i wyśmiewaniu.                                         Nie czekaj, wciśnij Enter i zaakceptuj siebie, bo to właśnie pierwszy krok do prawdziwej wolności.                                                                                                                                                  Wolności w Jezusie.

O słońcu, wietrze, uczuciach i wierze

Wiosna. Nareszcie cieplejsze dni i ćwierkające ptaki. Przez okna do domów wdzierają się pierwsze od dawna promienie słońca, rozświetlające okolice radością i nadzieją. Ten czas, gdy słońce zaczyna grzać mocniej, czas gdy zima odchodzi w cień, jest ulubionym czasem Damiana.

Nie potrzeba mi wiele. Wystarczy odrobina balkonu, jakieś wygodne krzesło iiiii SŁOŃCE! Ten moment gdy zamykam oczy, kierując głowę na padające bezpośrednio na nie promienie cudnego, wiosennego słońca jest czymś niesamowitym! Tak, wszyscy w około dziwią się, że tak wcześnie zaczynam się opalać, ale dla mnie to coś więcej niż opalanie. To czas, czerpania radości z życia, czas uwielbiania Boga w otaczającym nas pięknie świata.

Moment gdy napawasz się ciepłem słońca, gdy spoglądasz na łąki, pola, w oddali lasy uświadamia Cię o wielkości Stworzyciela. Kreator tego wszystkiego musi być przepotężny! I On rzeczywiście taki jest. Nasz Wielki Bóg.

Pierwsze opalanie w tym sezonie pomogło mi ogarnąć jeszcze jedną, bardzo istotną kwestię. Istotną, jak istotne jest słońce by przyroda mogła istnieć. Słońce gdy grzeje w twarz, bez akompaniamentu wiatru, jest tak cudne dla skóry. Ciepełko i przyjemność. Ale gdy nagle, a to z lewej, a to z prawej dmuchnie na nas wiosenny, nie w pełni jeszcze ciepły wiatr wówczas nasz skóra nie odczuwa już takiej przyjemności. Patrz, mimo iż słońce grzeje niezmiennie, z taką samą mocą, my odczuwamy je inaczej.

I to przyrodnicze zjawisko, idealnie obrazuje funkcjonowanie naszej wiary. No spójrz tylko.. Gdy nie ma przeciwności, gdy w naszym życiu spokój tak łatwo jest nam wierzyć w miłość Pana.. tak łatwo nawiązywać z Nim kontakt, prosić, dziękować, przepraszać. Gdy nic nam w życiu nie wieje, wtedy widzimy jak miłość Jezusa do nas jest WIELKA.

Jednak wystarczy parę chwil niepewności, jakieś gorsze momenty, jakieś zimne podmuchy cierpienia czy trudności i zaraz nasz stosunek do Boga ulega zmianie.. nasze UCZUCIA się zmieniają, co skutkuje zmianami w sercu.

I wiesz co? Nie ma w tym nic nienormalnego.. to jasne, że jak zimny wiatr zaczyna wiać nasza skóra odczuwa zimno. Gdy trudne momenty nas atakują, odczuwamy je w sercu.

Uczucia są w nas stale obecne, jednak nie mogą nami kierować. Wiara bowiem czym innym jest niż uczucia.. Możemy czuć wiatr, jednak wiemy, że słońce grzeje cały czas z taką samą mocą.. widzimy to.
Możemy odczuwać trudności, bóle i cierpienia, jednak wiemy, że Bóg darzy nas ciągle tą samą niesłabnącą MIŁOŚCIĄ! Darzy opieką, współczuciem, troską. Widzimy to. Jezus obdarowuje nas promieniami Swojego miłosierdzia bez względu na to czy i jaki wieje na nas wiatr.. a Jego miłość jest większa od nawet największego halnego.

Nie możemy tylko pozwolić, by uczucia uczyniły z naszych serc chorągiewki, którymi będą sterowały. Wiara jest większa od uczuć..

I niech ktoś mi powie że wiosenne opalanie jest bez sensu.

Światło

Wszyscy wiemy jak to jest żyć w ciemności. Gdy braknie prądu w zimowy wieczór ciężko trafić do łazienki, problem ze zjedzeniem kolacji, już nawet nie wspominając o wzięciu prysznica. Brak światła doskwiera. Stwarza dyskomfort. Utrudnia życie.

I w naszych wnętrzach też tak jest. Są one jak mieszkania w których potrzeba światła. Początkowo może i go nie brakuje, jednak gdy zapada zmrok, każdy szuka włącznika światła by nastała jasność. Nasze serca potrzebują światła tak samo jak nasze pokoje. By pokój był w pełni, potrzeba Światła. Dobrze znamy momenty gdy tego blasku braknie w naszych aparatach dotleniających organizm. Serducho w ciemności, jest jak niewidomy błądzący nocą po lesie. Gdy nasze serce nie ma latarki, zgubi się. Poprzewraca.. poturbuje.

Co zrobić by na nowo odnaleźć to światło, gdy blask świecy w naszym sercu zgaśnie? Ja wiem, wtedy nie jest łatwo. Najlepiej wszystko rzucić i zapaść w sen jak niedźwiedź na początku zimy. Ale właśnie o to chodzi by zapragnąć zmiany. By pójść, by zbliżyć się do Źródła Światła, by przyjść do Miłosiernego Jezusa, stanąć przed Nim takim jaki jestem, bez udawania, bez zakrywania czegokolwiek. Stanąć wziąć tą świece swojego obolałego, poranionego i zalęknionego serca i wydusić z siebie.. „Panie zapal ją Swoim blaskiem, rozświetl mroki mojego życia bo już nie mam siły żyć. Pomóż.. rozświetl..”

Bądź spokojny. Jezus nie jest Bogiem tyranem, czyhającym na Twoje potknięcie.. Jezus jest Bogiem miłości, dobra i pokoju.. jest Bogiem rozświetlającym każdą ciemność. Jego wsparcie jest jak latarka, która pozwala wygramolić się nam z wszelkich problemów.

Gdy w zimowy wieczór braknie w domu światła, mamy problem. Gdy braknie światła w naszym wnętrzu, mamy Jezusa. A gdy On rozpali Swoim ogniem nasze serca, zapłoną one pokojem, miłością, ciepłem, dobrem i nadzieją. Nadzieją na nowe.. LEPSZE czasy.

Wystarczy byś się do niego zbliżył.

Czy wystarczy?

Końcówka roku to zawsze czas skłaniający do sięganiem pamięcią wstecz. Chwytamy za lupy i starannie staramy się dojrzeć co tam w tym mijającym roku kalendarzowym się u nas wydarzyło. Szukamy sukcesów, chwil w których się zrealizowaliśmy, momentów w których ktoś nas pochwalił, czy urywków poczucia smaku zwycięstwa.

Dzisiejsze czasy to czasy samorealizacji. Pęd, rozwój, dokształcanie. Musisz być najlepszy, zarobić najwięcej, obejrzeć najwięcej, wiedzieć najwięcej i osiągnąć wszystko co tylko jest do osiągnięcia. Jak tego nie robisz to dla świata jesteś nikim.
W ostatnich dniach roku, gdy cały świat robi rachunek swoim sukcesom i wyznacza plany zarobkowe na kolejny, może warto olać ten cały świat i zrobić mu na przekór? Może warto wreszcie tupnąć w podłogę.. walnąć pięścią w stół..?! Może warto porzucić durne statystyki „co ja w tym roku osiągnąłem?”, a na kartce serca podsumowującej miniony rok w nagłówku umieścić napis..: „co w tym roku otrzymałem od Jezusa?”
Masz gdzie spać, masz kochającą rodzinę, możesz pracować, chodzić do szkoły, uśmiechać się, wstawać każdego ranka, chodzić, skakać, biegać, słyszeć, widzieć, przeżywać chwile radości, uśmiechu, miłości, pokoju, możesz spotykać się z samym Bogiem w Eucharystii, w Spowiedzi Św, w lekturze Pisma Świętego, na modlitwie.. możesz wcinać pyszniutką pizze i popijać ją colą, możesz tworzyć świat dookoła siebie, realizować swoje pasje na chwałę Panu, spacerować, podziwiać piękno świata, cieszyć buziuńkę, możesz dawać innym miłość, przyjmować ją od nich, możesz służyć Bogu służąc bliźnim, możesz być uczniem Jezusa, możesz… KOCHAĆ.

Uwierz mi, rozpoczynając kartkę rocznych posumować od słów.. „co w tym roku otrzymałem od Jezusa?” zapełnisz ją w kilka chwil. A i mogę się założyć że braknie Ci na niej miejsca.. Bo my tyle otrzymujemy od Pana.. tylko czy wystarczy nam odwagi, by porzucić pychę i zastąpić nagłówek naszych sukcesów.. Bożymi darami?
Bo gdy dziękujemy Bogu za to co od Niego otrzymujemy oczy naszych serce się otwierają. Smutek odchodzi, przygnębienie znika. Patrzymy i widzimy że mamy wszystko to co do pięknego życia potrzeba. Mamy Jego w sercu, więc po co nam durne wyścigi po durne sukcesy?
Dziękując Panu za otrzymane dary otwieramy się na kolejne. A łaski otrzymane od Niego są o stokroć piękniejsze od całych tych nagród Grammy, tytułów przed nazwiskiem, milionów na koncie czy statułetek na półce.
Tylko.. czy wystarczy nam odwagi..?

Blisko

Mroźne powietrze, pochowane ptaki, śpiące niedźwiedzie, czasem śnieg i szybko zapadający zmrok.
Grudzień. Kto z nas, ludzi nie lubi tego miesiąca?
A w zasadzie jego końcówki, czyli dni w których cały świat jakby się zmienia. Dni przyozdobionych światełkami, kolędami z głośnika i mnóstwem przecen w marketach, w których właściciele zasłaniając się świętami Bożego Narodzenia, wykorzystując narodziny Jezusa, trzepią hajsy, zmieniając serca ludzi, nastawiając je na materializm.
Boże Narodzenie coraz bliżej. Niedługo wejdziemy w końcowe etapy przygotowań, jakby „wyścig na finiszu”, w którym z każdej strony będą nam krzyczeć: „kupiłeś już wszystkie prezenty?!” „tylko u nas wielkie promocje!” „karpie, karpie, tylko 8 zł!” „czas zrobić najwięcej sałatek na świecie, i wysprzątać najdokładniej dom!”…
Czy w całym tym zabieganiu nie zapomnimy o najważniejszym?… czy nie zapomnimy na pamiątkę jakiego wydarzenia tak naprawdę czekamy?…
Bo na pewno nie na urodziny karpia, konkurs sałatek, czy festiwal ciast..
W tym pędzie świata, ukierunkowanym, nie oszukujmy się, ale na konsumpcjonizm i materializm, tak łatwo zatracić wartości. Tak łatwo zapomnieć kim jestem i po co tak naprawdę żyję..
Może te święta mają być w Twoim życiu przełomowe?
Może nie przypadkowo teraz to czytasz, a dzieje się tak, bo sam Jezus, którego pamiątkę urodzin będziemy obchodzić za kilka dni, chce Ci powiedzieć prosto w oczy.. „czekam na Ciebie..” ?
Odłóż na chwilę na bok wszystko to co wbija Ci w głowę świat. Odłóż i zauważ Jezusa. Bo to On może Ci dać wszystko to o czym od zawsze marzysz.
Bo nie są to nowe spodnie, auto czy najlepsze na świecie ciasto..
Twoim największym marzeniem jest poczuć się najbardziej na świecie kochanym.
I Jezus w te święta chce Ci pokazać że tak właśnie jest..
Że dla Niego to właśnie TY jesteś najważniejszy na świecie.
Tylko.. czy odnajdziesz w tym pędzie chwilę czasu.. by mógł Ci to powiedzieć?

jasnefelietony7