Archiwa tagu: Chrystus

Biegacze

Dzisiejszy świat to świat pędzących ludzi. I niby większość nie trenuje, ale każdy biega. Biega za szczęściem. I w sumie to nic złego, pragnienie szczęścia.. to takie normalne, takie ludzkie.. tylko wiecie co? My ludzie, jakoś tak kurde się porobiło, że biegniemy nie po tej trasie co trzeba.. zagubiliśmy się, zakręciliśmy, zapomnieliśmy i zamiast po drodze do prawdziwego i jedynego szczęścia, poskręcaliśmy w jakieś boczne uliczki. Uliczki poczucia szczęścia od ludzi, od pracy, od pozycji, od poszanowania, szczęścia od dobra które się wyświadczy innym, czy poczucia stabilności życia.
I niektóre z tych ścieżek są dobre, przecież to tak piękne gdy chcemy być super dobrymi ludźmi, którzy wszystkim pomagają i potrafią zabezpieczyć los rodziny. Okej, wszystko fajnie.. tylko wiecie co? na cholerę nam to wszystko, kiedy nie potrafimy zabezpieczyć losu siebie i rodziny.. ale losu tego WIECZNEGO życia?!
Wybieramy ten szereg ścieżek i pędzimy nimi, co najśmieszniejsze myśląc że robimy dobrze, prawo i „po Bożemu”.. bzdura, każda droga która nie jest wypełniona Jezusem jest drogą donikąd. Serio.
Myślisz że żyjąc „na medal”, pomagając komu się da, robiąc najlepsze rzeczy, ale wszystko SAM, bez żywej relacji z Bogiem, jesteś wielki w oczach Pana?
Jemu nie chodzi o sukcesy. Jemu chodzi o Ciebie..
Weź odłuż na moment to wszystko za czym tak gnasz. Weź zatrzymaj się na tej ścieżkę którą sobie obrałeś jako tą prowadzącą do niby szczęścia.. stań, zatrzymaj się, odsapnij.. i pogadaj..
Pogadaj z Jezusem który właśnie stoi przed Tobą.
Naprawdę stoi. No weźże w końcu podnieś oczy!
Dość udawania, dość gnania samemu, dość gonienia za pozornym szczęściem..
Jemu chodzi o nas. O nasze serca.
Gdy wejdziemy na tą jedną, właściwą ścieżkę, którą rozpoczniemy bieg do prawdziwego szczęścia, w naszym życiu zacznie się wszystko zmieniać..
Odejdą smutki, rozgoryczenie, udawanie, nerwy i niepokój..
Bo to wszystko jest, gdy nie ma Boga.
Chrystus to zbierze. Da Ci w zamian butelki miłości, radości, pokoju, sensu, bliskości, samoakceptacji, poczucia wartości i siły.. butelki, byś nie musiał już gasić pragnienia szczęścia żadnymi zastępnikami..
Byś biegnąc po szczęście Nieba, w każdej chwili mógł stanąć wziąć do ręki to co daje Ci Bóg i po prostu jednym łykiem wprowadzić to w siebie, tak jak biegacz gasi pragnienie biegnąc w zawodach.
Czekają na nas cudowne, Boże rzeczy już tu na ziemi. Czekają ulewy łask z Nieba. Ognie Miłości. Podmuchy pokoju. Potoki radości.
Tylko wreszcie wejdźmy na tą jedną, właściwą ścieżkę..
Resztą zajmie się On.
Bo tylko On jest tym za czym tak gnamy…
Bo TYLKO On jest prawdziwym szczęściem.

jasnefelietony7

Po co nam tak w ogóle Kościół.. ?

Człowiek jest jak kot, lubi chodzić swoimi drogami. A już w ogóle młody człowiek to rasowy kot. Nie znosi jak mu ktoś coś narzuca, wytacza granice, stawia bariery. On wie sam wszystko najlepiej i sam chce do wszystkiego dojść.
Dotyczy to wszelkich płaszczyzn życia. Wiary też.
Młody ziomek po przejściu przez wertepy życiowe, tam na dnie, samotny, poturbowany przez życie spotyka Boga. Poznaje Go, doświadcza, odnajduje.
Po tych ekscytujących wydarzeniach postanawia że zmieni swoje życie. Wiesz koniec z ganją, alko i grubym melo. Odnalazł Boga więc co mu do szczęścia potrzebne?
I wszystko początkowo idzie pięknie. Zmienia się. To widać. Rozmawia z Bogiem, dba o relację.
Ale po jakimś miesiącu przychodzi pokusa. Jest ona silniejsza niż Pudzian ciągnący linę. Bezlitosna.
I przychodzi upadek, który znów przewraca życie do góry. I wtedy pretensje, gdzie ty Boże jesteś? Przecież chciałem się zmienić, a znów potargane włosy, zarzygana koszulka i majtki koleżanki..
Od tamtego wieczora minęły cztery lata. Ten chłopak nie dał rady. Przegrał. Można go spotkać kupując bilet na Pendolino. Nie, nie. Nie jest on jednym z jego pasażerów. Raczej brudne ciuchy, reklamówka, kawałek kartonu i butelka.
Przegrał, a był tak blisko. Doświadczył Boga, chciał Go, chciał zmienić życie..taaak blisko.. więc czego brakło?!
Brakło żywego Boga. Brakło Kościoła. Brakło Jezusa obecnego w każdym kościele. Brakło sakramentów. Brakło nadludzkiej ochrony!
Człowiek nie może żyć z Bogiem bez Kościoła.
Wiesz to tak jakby ślimak chciał żyć bez muszli. Przecież pierwszy lepszy deszcz, grad, burza i już go nie ma. A czemu? Bo nie ma ochrony. Czegoś co da mu pewność i bezpieczeństwo.
Tym co daje to wszystko wyznawcy Jezusa jest KOŚCIÓŁ.
Kościół nie jako budynek, ale jako wspólnota. Wspólnota Boga z Tobą i innymi ludźmi, twoimi braćmi i siostrami. Kościół to my wszyscy. Katolicy.
Jedynie w Kościele Katolickim doświadczyć możesz największych cudów jakie dzieją się na ziemi.
Nie jakieś tam potrójne tęcze czy zniknięcia magika.
Tam dzieje się coś o wieeele większego. To tam poprzez ręce kapłana urzeczywistnia się na naszych oczach sam BÓG! Stwórca Wszechświata! Podczas każdej Mszy Św. biały opłatek zmienia się w Ciało Jezusa. On tam jest, ten sam co 2 tyś lat temu. On we własnej osobie tuż przed tobą! Czaisz temat?!
To w Kościele, w świątyni możesz w najwyższym stopniu zjednoczyć się z Bogiem, właśnie przyjmując Eucharystię. Wtedy sam Bóg przychodzi do twojego wnętrza. Niesamowite. Kozackie.
Drugim olbrzymim cudem dokonującym się za murami świątyni jest Spowiedź Święta. To tam wyznając grzechy, Jezus odpuszcza ci je przez głos kapłana. Klęcząc przed kratkami nie spowiadasz się księdzu. Spowiadasz się Bogu, ksiądz jest tylko pośrednikiem. Zrozum to, a poczujesz łaskę. A jedynie odpuszczenie grzechów pozwala ci powstać z upadków. Sam nie dasz rady, jesteś za słaby. Tak samo jak ja, Tomek, Aga i sąsiad z naprzeciwka.
Człowiek sam z siebie jest strasznie słaby. Nawet nawrócony człowiek to tylko grzeszny człowiek. Sami nie poradzimy sobie z trudnościami życia, jedynie poprzez stały kontakt z Bogiem w formie sakramentów może strzec nas przed przegraniem. Jedynie duchowa przechodząca ludzkie pojęcie ochrona może nas ustrzec.
Kościół to nie tylko sakramenty. To także zgromadzenie wierzących. Myślisz po co mi kupa ludzi, przecież na osobności lepiej słyszę Boga.
Osobista modlitwa jest potrzebna, jasne. Ale człowiek jest istotą społeczną, i jedynie w kontakcie z innymi może w pełni się realizować, w pełni żyć. Jedynie będąc we wspólnocie ludzi myślących i czyniących podobnie do mnie mogę wzrastać.
Wspólnota Kościoła to rodzina. Wszyscy w nim jesteśmy braćmi i siostrami. Nie sąsiadami, nie znajomymi, ale braćmi.
Jeśli do tej pory myślałeś że możesz samotnie żyć z Bogiem, zmień myślenie. Chłopak z początku tego tekstu też tak myślał. Też miał nadzieję i w krótkim czasie nadzieja przemieniła się w czarną dziurę rozpaczy.
Kościół to nie budynek. Kościół przez duże Ka to wspólnota, to rodzina katolików, to sakramenty, to wspólne modlitwy, liturgie, koncerty, spotkania, uwielbienia, wspólnoty, duszpasterstwa i pielgrzymki, to wspólne życie! Kościół to wszelkie korelacje między Bogiem, a jego dziećmi czyli nami oraz nasze wzajemne relacje.
Jeśli coś ci w Kościele przeszkadza, coś odstrasza, odpycha, może wyczuwana sztuczność większości wiernych? Może niewłaściwe podejście kapłana, który okazał się oszustem? Jeśli jest coś co powoduje że nie chcesz żyć w Kościele to tym bardziej zacznij w nim żyć! Nie czytasz tego przypadkowo, widać Bóg wybrał cię byś żył w jego Kościele i go polepszył. Byś walczył by sztuczność odsunąć i pokazać współbraciom prawdę! Byś znalazł swoje miejsce w Kościele Katolickim i razem z innymi wiernymi działał dla dobra Kościoła.
Nie każda rodzina jest idealna. Ale ta jedna jest twoja.
Kościół Katolicki też jest twój, Twój i Stwórcy!
Kościół to nie instytucja. To przestrzeń utworzona przez samego Boga, założona przez Jezusa dwadzieścia jeden wieków temu!
Doceń to że masz dar życia w Kościele Katolickim założonym przez Chrystusa, żyj w nim, dbaj o niego, naprawiaj i wzrastaj. Tak by już nie musieć chwytać za kolejną flaszkę, ale lada moment poczuć dumę z bycia dzieckiem samego Boga.. żyjącym w JEGO Kościele!