Archiwa tagu: Jezus

Tau ministrantem

Ten wpis będzie nadzwyczaj krótki, ale opisywany fakt tutaj mówi sam za siebie. Nie potrzeba komentować czynów, które same z siebie mówią nam więcej niż najlepsze recenzje, streszczenia czy analizy. Zdarzenia, które są jakby wyświetlaczem na którym wyświetla się Miłość w postaci odwagi, zapału, poświęcenia i służby.

Jedno zdjęcie może powiedzieć więcej niż całe książki.

Jeden wybór może zmienić podejście tysięcy.

Tau został ministrantem. W świecie materializmu, alko, narko i grubych melo, jeden z najlepszych raperów w Polsce zakłada komrze i idzie służyć do ołtarza. Dawno mnie nic tak nie poruszyło.

Więcej mówić nie potrzeba. Popatrzcie sami: https://m.facebook.com/tau.bozon/photos/a.744786855563912.1073741829.638897969486135/2207277559314827/?type=3&source=57&ref=m_notif&notif_t=page_post_reaction

__________

kup moją debiutancką książkę „Apostołowie w dresach” na: https://www.swietywojciech.pl/Ksiazki/Duchowosc/Nowa-Ewangelizacja/Apostolowie-w-dresach-Jezus-potrzebuje-wlasnie-ciebie

Coraz bliżej

Msza święta w tygodniu. Nie ma nic piękniejszego od pójścia do Jezusa w dzień powszedni. Pokój, cisza i ta jeszcze głębsza świadomość, że ja, mały (mój spory wzrost nie ma tu nic do rzeczy), szary człowiek mogę być tak blisko samego BOGA, Stwórcy Wszechświata.

To tam mogę odetchnąć od tej całej nagonki świata, który znów chce dopaść mnie ze swoją wściekłą pogonią, lecz zamykając drzwi kościoła, mogę czuć się spokojnie jak nigdzie. Nie obchodzi mnie wtedy zupełnie co sądzą o mnie inni ludzie, mam gdzieś zaszczyty, pozycję i podziw tłumów.

Klęcząc naprzeciw samego JEZUSA, moje całe nieuporządkowanie, słabości, bóle i cierpienia przestają mieć znaczenie. Te pół godziny to czas tylko dla mnie i dla Niego. Tylko On i ja, nic innego nie ma znaczenia. Nie muszę już nosić tych wszystkich ciężarów, mogę je zdjąć i po prostu Jemu to wszystko zostawić.

Czas wyjścia, nogi jakoś tak lżej idą, plecy lżejsze. Serce spokojniejsze.
Idę. Dalej w ten świat, jednak już teraz bardziej świadomy Jego obecności.
A jeśli ON jest ze mną, to czy jest tu czym się przejmować?
Z tym pytaniem przemierzam kolejne metry, coraz bliżej domu.
Coraz bliżej Nieba.

___________

kup moją debiutancką książkę „Apostołowie w dresach” na: https://www.swietywojciech.pl/Ksiazki/Duchowosc/Nowa-Ewangelizacja/Apostolowie-w-dresach-Jezus-potrzebuje-wlasnie-ciebie

Kurek Miłości

Chodząc tak po ziemi już 27 rok, mijając każdego dnia setki par oczu, w których jak na ekranie smartfona wyświetla się cała paleta ludzkich emocji, od radości, przez zmęczenie, radość, rozczarowanie, opuszczenie, zranienie, aż po głęboki smutek, każdego dnia coraz bardziej przekonuję się, że każdy z nas, niezależnie od tego jak żyje, kim jest, z jakiego domu pochodzi, czy jakim jeździ autem, poszukuje w swoim życiu prawdziwej miłości.
Ludzkie serce jest jak turysta błądzący nocą po lesie. Niby wiemy czego szukamy, ale nie znamy ścieżek do tego prowadzących. Idziemy, szukamy, ale nie znajdujemy. Patrzymy, ale nie widzimy.
Każdy z nas już od samego początku życia potrzebuje dopływu miłości. Często nie wiedząc o tym, szukamy zaspokojenia pragnienia naszego serca w złudnych przyjemnościach tego świata. Seks, alkohol, używki, materializm, pieniądze, pozycje, sukcesy, jak bardzo te fałszywe „zastępniki miłości” kuszą dziś miliony istnień. Zamykamy oczy i dajemy się prowadzić złu, nie wiedząc do czego to wszystko może nas doprowadzić. Jak może nas poranić i skrzywdzić ludzi w okół nas.
Człowiek bez miłości nie ma szans wzrastać, a szukając jej w niewłaściwym miejscu podlewamy ziemię naszego serca zamiast świeżą wodą – kwasem.
Może wydaje ci się, że nikt na świecie cię nie rozumie. Może szukałeś zaspokojenia już we wszystkim co możliwe, a twoje serce nadal jest niewypełnione? Miały je zaspokoić pieniądze, drugi człowiek u boku, uroda, nowa praca, a tu jak na złość, nadal pustka w twoim wnętrzu?
Gdy woda w wężu ogrodowym nie chce płynąć, idziemy do jej źródła, docieramy do miejsca skąd płynie.
Może gdy ciągle czujesz w życiu smutek, rozdarcie, przygnębienie i bezsens, pora dotrzeć do źródła prawdziwej Miłości?
Może czas zauważyć Boga, który tak bardzo chce ci wreszcie pomóc, zalewając twoje serce tym na co całe życie czekasz??
Może pora odnaleźć dopływ Jego miłości i nareszcie odkręcić kurek??

___

#jasnefelietony wracają ze zdwojoną, Bożą mocą! Nowe wpisy będę zamieszczał regularnie, także zapraszam Kochani do odwiedzania mojego bloga. Niedługo także spotkania autorskie w ramach promocji książki „Apostołowie w dresach”, śledźcie na bieżąco profil Wydawnictwa Świętego Wojciecha na FB. z Bogiem Kochani! Pamiętajcie, jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?!

Trwajcie z Jezusem, utrzymujcie z Nim stały kontakt, a Wasze serca odnajdą to czego szukają, z Chrystusowym pozdrowieniem, Damian

Bóg Honor Ojczyzna – czy tak się da?

W dzisiejszym świecie coraz trudniej doszukać się wartości, a w świecie młodzieży tym bardziej. Młodym imponują sfery życia, którymi gardzili nasi przodkowie. Szybkie życie, przelotne „miłości” i dużo zer na koncie. Ilu jest młodych, którzy żyją jak prawdziwi mężczyźni i prawdziwe kobiety? Którzy żyją jak na dzieci Boga przystało? Gdzie Ci młodzi, walczeni, odpowiedzialni, dumni i tak bardzo pragnący świętości?

I choć łatwo jest mówić o innych, spójrzmy też z pokorą na siebie. WIele razy nosimy na koszulkach, czy wykrzykujemy hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna”, ale czy tak naprawdę tym żyjemy? Czy mamy wyryte głęboko w sercu te słowa, czy są one tylko haftowane na naszych ubraniach?

Przenieśmy się na chwilę myślami paredziesiąt lat wstecz. 17 marca 1940 roku. Warszawa. Na ulicach pełno kurzu, zwalonych murów i leżących niczym zerwane kwiaty, poległych żołnierzy. II wojna światowa, czyli prawdziwe żniwo śmierci w całej swojej okazałości. Ulicami oprócz oficerów SS i żołnierzy Wermachtu, pośpiesznym krokiem przechodzą także polscy bohaterowie, którzy zdecydowali się walczyć w obronie dobra, rodzin, wiary i miłości. Jednym z nich jest Łukasz Ciepliński, ps. „Pług”.

Łukasz to niesamowity młody człowiek, dla którego hasła „Bóg, Honor, Ojczyna” nie były jedynie pustym zlepkiem liter, a stały się dla niego funamentem życia i szkieletem, dzięki któremu mógł prawdziwie żyć i wypełniać swoją misję na ziemi.

Jak niesamowitą odwagą trzeba wykazać się, aby zrezygnować całkowicie z siebie, mając świadomość, że każdego dnia można zginąć, zdecydować się iść, bronić Ojczyzny w imię dobra? Gdy tak obserwuję niezwykłe czyny, tego niezwykłego człowieka, rodzą się we mnie pytania: czy mam na tyle miłości w sobie, aby ryzykując śmiercią iść bronić wartości, którymi żyję? Szczerze mówiąc, nie wiem.

Łukasz wykazał się tą odwagą nie tylko podczas II wojny światowej, ale także w późniejszych latach, kiedy Polskę okupować zaczęli kolejni prześladowcy, a więc władze komunistyczne. Wielu miało dość, wielu zgodziło się na powrót do normalnego życia, przymykając oko na obecne zło, jednak nie on. Postanowił bronić szlachentych wartości do końca swoich dni. Nie interesowały go układy z komunistami, gardził kultem pieniądza i władzy. Za nic nie potrafiłby żyć, pozwalając wrogom na niszczenie Ojczyzny oraz wiary katolickiej.

„Pług” ostatecznie poniósł za swoje waleczne, pełne miłości do Boga i Ojczyzny serce, największą ofiarę. Ofiarę ze swojego życia. Co po sobie zostawił? Oprócz ogromnego świadectwa miłości i poświęcenia, także wiele listów, które w czasie okupacji pisał do swojej ukochanej żony i ich synka. Listy te powodują przyśpieszenie bicia serca i ciarki na skórze. Oto kilka przykładowych:

„chciałem być Tobie ojcem i przyjacielem. Bawić się z Tobą i służyć radą i doświadczeniem w kształtowaniu Twojego umysłu i charakteru.. Niestety okrutny los zabiera mnie przedwcześnie, a Ciebie zostawia sierotą – dlatego piszę i płączę..”

„bądź Wisiu dzielna. – Przejdź nad cierpieniem z godnością i spokojem i wiarą w sprawiedliwość Bożą. – Tylko nam ona została. Cel Twój i zadanie to Andrzejek i wierzę, że go wychowasz na człowieka, na Polaka i na katolika – że przekażesz mu swoje wartości duchowe i silnie zwiążesz ze mną i ideą, dla której żyłem.”

„Ja odchodzę – Ty zostajesz, by w czyn wprowadzać idee ojca. Andrzejku, cele Twojego życia to:

a) służba dobru, prawdzie i sprawiedliwości oraz walka ze złem,

b) dążenie do rozwiązywania bieżących problemów – na zasadach idei Chrystusowej. W tym celu realizować je w życiu i wprowadzać w czyn

c) służba Ojczyźnie i Narodowi Polskiemu”

„Widzisz Synku – z Mamusią modliliśmy się zawsze, byś wyrósł ku chwale idei Chrystusowej, na pożytek Ojczynie i nam na pocięchę. Chciałem służyć Tobie swoim doświadczeniem – niestety to może moje ostatnie do Ciebie słowa. W tych dniach mam zostać zamordowany przez komunistów, za realizowanie ideałów, które Tobie w testamencie przekazuję. O moim życiu powie Tobie Mamusia, która zna mnie najlepiej. W tej ciężkiej dla mnie godzinie życia świadomość, że ofiara moja nie pójdzie na marce – że niespełnione sny i marzenia nie zamknie nieznana mogiła – ale, że będziesz je realizował Ty – jest dla mnie wielkim szczęściem. Będę umierał w wierze, że nie zawiedziesz nadziei w Tobie pokładanych. Do serca Cię tulę i błogosławię. Bóg z Tobą.”

Gdy tak czytam te niesamowite listy pisanę w godzinie śmierci młodego człowieka, w moim sercu pojawia się ogromny szacunek i chęć naśladowania czynów walecznego „Pługa”, ale także wstyd. Wstyd z tych wszystkich momentów, w których z moich ust wydobywały się słowa narzekania, chwil w których lenistwo wygrywało z chęcią działania dla Jezusa, czy momentów gdy zamiast poświęcić komuś czas, wolałem posłuchać muzyki.

Przykład opisywanego żołnierza, jest, przede wszystkim dla nas młodych, niesamowitym motorem napędowym, aby porzucić życie ospałe, bierne, nijakie i wyruszyć w niesamowitą podróż ku pełnej męskości i kobiecości. Łukasz uczy nas, czym jest prawdziwe męstwo. Ukazuje, że jest ono siłą, ale nie przemocą. Jest poświęceniem, ale nie wyręczeniem. Jest miłością, odpowiedzialnością i służbą. Prawdziwa męskość, to zdecydować się poświęcić wszystko co się ma, aby do końca wypełnić wolę Boga. To naprawdę nie jest łatwe. Jednak, kiedy będziemy czerpać, z jedynego prawdziwego źródła siły i miłości, karmić się Jego ciałem i Słowem, wtedy wszystko stanie się możliwe.

To Jezus jest źródłem prawdziwej męskości, a Maryja obrazem prawdziwej kobiecości. Gdy patrzę na Jezusa, widzę prawdziwą męskość. Siła i służba. Poświęcenie i oddanie. Wartości i walka. Maryja swoją czułością, opieką, czystością i wrażliwością ukazuje jak żyć powinna prawdziwa kobieta.

Gdy w pełni pójdziesz za Jezusem, kiedy zrezygnujesz z tego świata, z jego podziwu, pieniędzy i władzy, będą się z ciebie śmiać. Będą mówić, że zwariowałeś, jednak nie obawiaj się, bo to właśnie wskazuje, że żyjesz tak, jak pragnie tego Bóg.

Miłość ukazana przez Jezusa, to odwrotność tego świata. To jego zaprzeczenie. Możemy żyć dalej starym życiem. Możemy dobrze się bawić, używać życia i być kimś w oczach świata. Jednak wtedy nigdy nie zostaniemy prawdziwymi facetami i prawdziwymi kobietami.

Tylko życie z Bogiem pozwoli Ci być tym, kim masz być. Człowiekiem, dla którego Bóg, Honor, Ojczyzna, to nie pusty slogan, ale wartości którymi kieruje się w całym swoim życiu. Jedynie z Jezusem będziemy gotowi podobnie jak śp. „Pług” poświęcić wszystko co mamy, łącznie z ofiarą swojego życia, aby wartości którymi żyjemy zostały obronione. Aby to miłość i dobro zwyciężyły.

Nie wiem jak wy, ale ja już mam dość zwyczajnego życia. Na wzór Łukasza Cieplińskiego rozpoczynam życie jako prawdziwe dziecko Boga. Waleczne, odważne i służebne. Życie w pełni z Jezusem. Tak mi dopomóż Bóg!

Czy wystarczy?

Końcówka roku to zawsze czas skłaniający do sięganiem pamięcią wstecz. Chwytamy za lupy i starannie staramy się dojrzeć co tam w tym mijającym roku kalendarzowym się u nas wydarzyło. Szukamy sukcesów, chwil w których się zrealizowaliśmy, momentów w których ktoś nas pochwalił, czy urywków poczucia smaku zwycięstwa.

Dzisiejsze czasy to czasy samorealizacji. Pęd, rozwój, dokształcanie. Musisz być najlepszy, zarobić najwięcej, obejrzeć najwięcej, wiedzieć najwięcej i osiągnąć wszystko co tylko jest do osiągnięcia. Jak tego nie robisz to dla świata jesteś nikim.
W ostatnich dniach roku, gdy cały świat robi rachunek swoim sukcesom i wyznacza plany zarobkowe na kolejny, może warto olać ten cały świat i zrobić mu na przekór? Może warto wreszcie tupnąć w podłogę.. walnąć pięścią w stół..?! Może warto porzucić durne statystyki „co ja w tym roku osiągnąłem?”, a na kartce serca podsumowującej miniony rok w nagłówku umieścić napis..: „co w tym roku otrzymałem od Jezusa?”
Masz gdzie spać, masz kochającą rodzinę, możesz pracować, chodzić do szkoły, uśmiechać się, wstawać każdego ranka, chodzić, skakać, biegać, słyszeć, widzieć, przeżywać chwile radości, uśmiechu, miłości, pokoju, możesz spotykać się z samym Bogiem w Eucharystii, w Spowiedzi Św, w lekturze Pisma Świętego, na modlitwie.. możesz wcinać pyszniutką pizze i popijać ją colą, możesz tworzyć świat dookoła siebie, realizować swoje pasje na chwałę Panu, spacerować, podziwiać piękno świata, cieszyć buziuńkę, możesz dawać innym miłość, przyjmować ją od nich, możesz służyć Bogu służąc bliźnim, możesz być uczniem Jezusa, możesz… KOCHAĆ.

Uwierz mi, rozpoczynając kartkę rocznych posumować od słów.. „co w tym roku otrzymałem od Jezusa?” zapełnisz ją w kilka chwil. A i mogę się założyć że braknie Ci na niej miejsca.. Bo my tyle otrzymujemy od Pana.. tylko czy wystarczy nam odwagi, by porzucić pychę i zastąpić nagłówek naszych sukcesów.. Bożymi darami?
Bo gdy dziękujemy Bogu za to co od Niego otrzymujemy oczy naszych serce się otwierają. Smutek odchodzi, przygnębienie znika. Patrzymy i widzimy że mamy wszystko to co do pięknego życia potrzeba. Mamy Jego w sercu, więc po co nam durne wyścigi po durne sukcesy?
Dziękując Panu za otrzymane dary otwieramy się na kolejne. A łaski otrzymane od Niego są o stokroć piękniejsze od całych tych nagród Grammy, tytułów przed nazwiskiem, milionów na koncie czy statułetek na półce.
Tylko.. czy wystarczy nam odwagi..?

Blisko

Mroźne powietrze, pochowane ptaki, śpiące niedźwiedzie, czasem śnieg i szybko zapadający zmrok.
Grudzień. Kto z nas, ludzi nie lubi tego miesiąca?
A w zasadzie jego końcówki, czyli dni w których cały świat jakby się zmienia. Dni przyozdobionych światełkami, kolędami z głośnika i mnóstwem przecen w marketach, w których właściciele zasłaniając się świętami Bożego Narodzenia, wykorzystując narodziny Jezusa, trzepią hajsy, zmieniając serca ludzi, nastawiając je na materializm.
Boże Narodzenie coraz bliżej. Niedługo wejdziemy w końcowe etapy przygotowań, jakby „wyścig na finiszu”, w którym z każdej strony będą nam krzyczeć: „kupiłeś już wszystkie prezenty?!” „tylko u nas wielkie promocje!” „karpie, karpie, tylko 8 zł!” „czas zrobić najwięcej sałatek na świecie, i wysprzątać najdokładniej dom!”…
Czy w całym tym zabieganiu nie zapomnimy o najważniejszym?… czy nie zapomnimy na pamiątkę jakiego wydarzenia tak naprawdę czekamy?…
Bo na pewno nie na urodziny karpia, konkurs sałatek, czy festiwal ciast..
W tym pędzie świata, ukierunkowanym, nie oszukujmy się, ale na konsumpcjonizm i materializm, tak łatwo zatracić wartości. Tak łatwo zapomnieć kim jestem i po co tak naprawdę żyję..
Może te święta mają być w Twoim życiu przełomowe?
Może nie przypadkowo teraz to czytasz, a dzieje się tak, bo sam Jezus, którego pamiątkę urodzin będziemy obchodzić za kilka dni, chce Ci powiedzieć prosto w oczy.. „czekam na Ciebie..” ?
Odłóż na chwilę na bok wszystko to co wbija Ci w głowę świat. Odłóż i zauważ Jezusa. Bo to On może Ci dać wszystko to o czym od zawsze marzysz.
Bo nie są to nowe spodnie, auto czy najlepsze na świecie ciasto..
Twoim największym marzeniem jest poczuć się najbardziej na świecie kochanym.
I Jezus w te święta chce Ci pokazać że tak właśnie jest..
Że dla Niego to właśnie TY jesteś najważniejszy na świecie.
Tylko.. czy odnajdziesz w tym pędzie chwilę czasu.. by mógł Ci to powiedzieć?

jasnefelietony7

Dzieci Króla #dobreŁotry

Miałeś tak kiedyś, że czułeś się do niczego? Tak wieesz, totalny dół, słabość i przygniecenie. Czas gdy kiedy spojrzałeś w lustro, miałeś ochotę walnąć tego gostka po drugiej stronie pięścią wprost w twarzyczkę. Czas uwypuklenia Twoich grzechów. Czas przegranej.
Ja wieeem, każdy ma taki czas, w którym czuje się jak jedno wielkie NIC.. Widzi te wszystkie nakazy, polecenia i zasady wszechobecne w świecie chrześcijańskim, bijące w niego jak wielka pięść Kliczki. Wszystkie te ataki, jeśli nie będziesz taki to skończysz tak, czy siak.. I tak dalej i tak dalej.. Widzi to wszystko, potem patrzy na swoje życie i już nawet boi się podnieść głowy, nie mówiąc o dalszym życiu pełnym pasji i radości..
STOP.
Czy tego chce nasz Bóg?? Czy pragnie tego byśmy chodzili zdołowani jak mrówki, przez to że naszym sercom jeszcze tak daleko do doskonałości??
Bzdura, Pan owszem chce żebyśmy pamiętali o tym że bez Niego jesteśmy totalnie słabi, ale nie chce żeby to powodowało nasze przybicie..
On chce stanąć teraz przed Tobą, normalnie, On w Twoim pokoju.. pragnie podnieść Cię z upadku, skierować Twój wzrok na Jego wzrok i wyszeptać, łagodnym, pełnym miłości głosem.. „Jesteś moim ukochanym, w pełni wartościowym Dzieckiem! Do góry głowa, nieistotne, że niedoskonały, jesteś synem/córką samego Króla!”.
Czaisz temat?? Jezus staje i normalnie prosto w oczy Ci to w tym momencie mówi! Wczorajszy dzień zmienił wszystko w dziejach Polski, ale i też zmienił wszystko w.. Twoich dziejach Braciszku! I w Twoich też Siostrzyczko! Twoje życie już nie jest życiem Tomka, Kasi, Kuby, Oli czy Staśka.. Twoje życie od wczoraj jest życiem.. dziecka samego KRÓLA!
Poprzez akt przyjęcia Jezusa za naszego Króla i Pana, przyjąłeś tym samym testament dziecięstwa Bożego ofiarowany właśnie Tobie przez Chrystusa dwa tysiące lat temu na drzewie krzyża, oblanym litrami krwi.. Jego Przenajświętszej Krwi..
Zasady chrześcijańskie, nakazy i polecenia są potrzebne. No jasne. To dzięki nim wiemy jak powinniśmy postępować. Jednak nie mogą one sprawiać że całe Twoje życie kręcić się będzie wokół nich.. że będziesz żył by je wypełniać.. Twoje życie musi kręcić się wokół.. MIŁOŚCI.
A upadki będą Ci się zdarzać. Jednak ważne by po uświadomieniu sobie swojej słabości, szybko przypomnieć sobie że dla Pana to nie jest najważniejsze.. że dla Niego najważniejszy jesteś.. Ty.
Dobry Łotr z krzyża też był przez wszystkich skreślony.. a przez Jezusa został obdarzony tak wielkim Miłosierdziem, że jeszcze tego samego dnia… został Święty.
Nie bez przyczyny w dniu wczorajszym, w dniu Jezusa Króla Wszechświata, w Ewangelii słyszymy o Dobrym Łotrze..
To odpowiedź.
Odpowiedź Twojemu sercu, które wciąż nie jest pewne czy Bóg kocha je pomimo tylu słabości..
No to masz odpowiedź..
Jezus za Tobą szaleje!
Możesz odetchnąć..
..Drogie Dziecko Króla!
jasnefelietony7

Cicha świętość

Rodzina Dąbrowskich to z pierwszego spojrzenia zwykła, polska, szara rodzina. Wiesz, niczym nie wyróżniająca się ze społeczeństwa, taka jakby w nie wtopiona. Wspólne oglądanie telewizji i wspólne obiady.
Nie mamy jednak pojęcia jak różne są nasze spostrzeżenia od rzeczywistości. Jak różni się to stanie z boku od wejścia w życie tej rodziny.
Bo gdy tam wejdziemy, gdy otworzymy drzwi, nie ujrzymy przedsionku domu.. zobaczymy przedsionek Nieba. I to nie taki wypełniony przyjemnościami, przepychem i brakiem cierpienia.. zobaczymy przedsionek Nieba wypełniony.. totalną MIŁOŚCIĄ.
Dzień 25 grudnia 2008 roku państwo Dąbrowscy zapamiętają do końca życia.. i nie tylko dlatego że w ten piękny, grudniowy dzień obchodzimy Boże Narodzenie.. też dlatego że ten dzień jest dniem narodzin ich piątego dziecka. Tomeczka.
Diagnozy nic nie wskazywały. Miał się urodzić jak każdy inny niemowlak. Z płaczem ale z wszystkimi kończynami. I owszem płacz był.. płacz dziecka i rodziców gdy ujrzeli swoje dzieciątko, dzieciątko które przywitało ten świat bez dwóch rąk, do tego z dziecięcym porażeniem mózgowym.
Świat małżeństwa stanął na głowie. Spadł. Runął.
Ciężko było im odnaleźć się w tym wszystkim. Nic nie dawały rozmowy z psychologiem.. dopiero rozmowa z NIM odmieniła ich spojrzenie.
Dopiero kiedy razem klęknęli w Świątyni przed Panem i z płaczem zaczęli krzyczeć: „czemu?! czemu?!”.. dopiero wtedy ich serca się otworzyły. A gdy serce się otwiera to wchodzi w nie ..Bóg. I tak było i tym razem. Nagle tata otworzył Pismo Święte, a tam… słowa: „Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże.” .. spojrzeli wers wcześniej i już mięli całość:
„1 przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. 2 Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?» 3 Jezus odpowiedział: «Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale [stało się tak], aby się na nim objawiły sprawy Boże.”
Duch Święty umocnił rodziców, tak wielką Bożą mocą, że od tego dnia zaczęli doceniać to że ich syn urodził się właśnie taki. Zaczęli, choć na początku nie było to wcale łatwe, dziękować za to Bogu.
Dziś Tomeczek ma 8 lat a rodzice najcudowniejszą rodzinę na świecie. Jak mówią nie zamieniliby jej na żadnej innej!
Życie ich nie rozpieszcza.. rehabilitacja synka pochłania znaczną część funduszy. Tata by żywić rodzinę zabił całkowicie swoje ego. Nie pamięta kiedy sprawił sobie jakąś przyjemność, nowy zakup, wyjście na mecz.. Jak sam mówi, dla niego największą przyjemnością jest widok najedzonych brzuszków i uśmiechniętych buziek ich pięcioro pociech.
Mama nie pamięta kiedy kupiła sobie jakiś prezent, kiedy wyszła do znajomych, kiedy poszła do kosmetyczki.. Całe jej życie jest totalną służbą. Zapominaniem o sobie, a dawaniem siebie innym.
To święci naszych czasów.
Mimo biedy, mimo wielkich cierpień, bólu, choroby i braku pieniędzy, nie opuścili ani jednej codziennej Eucharystii. Wiedzą że tylko w Bogu ich jest zbawienie, tylko w Bogu ich dusz ukojenie..
Żyją totalną służbą, sobie nawzajem, ale nie tylko. Angażują się także z całych sił w pomoc bliźnim. To paradoks. Świat zabrał im prawie wszystko, a oni chcą dawać wszystko innym..
Chcą dawać im miłość..
Małżeństwo wspólnie ewangelizuje osoby bezdomne, opowiada im o Chrystusie, o Jego miłości i Miłosierdziu, organizuje dla nich zbiórki żywności i ubrań, rozmawia z nimi.. po prostu z nimi jest..
Rodzina Dąbrowskich żyje z dala od świata.. z dala od pieniędzy, wyniosłości, pogoni za karierą, autami i szybkimi przyjemnościami..
Żyją skromnie, i mimo że opieka nad chorym Tomeczkiem pochłania tyle czasu i sił, każdego dnia znajdują czas na Eucharystię, pomoc innym, modlitwę, zabawę z resztą dzieci.. dawanie miłości. Mimo ogromnego bólu, uśmiech nie znika z twarzy rodziny.
Gdy wejdziesz do ich domu, czuć tą miłość w powietrzu.
Przedsionek Nieba.
Bo właśnie w takich miejscach, w takich warunkach i z takimi ludźmi.. rodzi się ŚWIĘTOŚĆ.
Takich jak Dąbrowscy jest i było bardzo dużo. Tyle że kto o nich wie?
Pamiętajmy w tym ważnym dniu także o nich.. o świętych cichych.. o tych, których świat nie zapamiętał.. za to na pewno zapamiętał ich.. JEZUS.

jasnefelietony7

Czuj się bezpiecznie..

Trudne chwile. Kto z nas ich nie zna? Długo lecące minuty, lęk, opuszczenie i ból przeszywający skronie. Krzyż na naszych barkach zdaje się ważyć jeszcze pół tony więcej niż zwykle. Kroki stają się coraz słabsze.. wolniejsze.. Serce bije nierównym rytmem, a łzy chcą wylewać się z oczy niczym górskie potoki..
Przytłoczenie i ból zdaje się być tak duże jak wieża Eiffla.
To niełatwe. Wiem.
Pamiętam doskonale swoje chwile przytłoczenia, bólu i rozpaczy.. Ma się wszystkiego dość, a wszelkie słowa pociechy drażnią, jak wiertarka sąsiada o 6 nad ranem..
Co w tych chwilach począć?? gdzie szukać ratunku??
Można w zrezygnowaniu, skierować wzrok ku dołowi, rzucić twarzą w poduszkę..
Jednak wtedy, gdy już oczom kończą się zapasy łez.. zupełnie niespodziewanie staje obok nas.. ON.
Gdy wszyscy nas opuścili, gdy wszystko zdaje się iść nie tak, kiedy czujemy strach, ból i przytłoczenie, w chwilach marazmu, załamania i oschłości.. staje ON.
To Jezus.
On we własnej osobie. Bóg Wszechświata w Twoim pokoju. Teraz, w tym momencie tuż obok Ciebie.
Staje i łagodnym spojrzeniem wtapia się w Twoje zapłakane, zmęczone oczka..
Jego pełen miłości wzrok zdaje się mówić „nic.. nie musisz mówić nic.. odpocznij we Mnie.. czuj się bezpiecznie”.
Normalnie.. Staje i to mówi!
No na co czekasz?? Przytul Go !
Nie musisz mówić nic.. odpocznij w Nim.. czuj się bezpiecznie..
Jego miłość jest większa od naszego bólu, załamania, obaw.. jest większa od wieży Eiffla i pałacu Kultury.
On nie oczekuje od Ciebie nic.. chce po prostu ofiarować Ci Swoją Miłość.. po prostu chce Cię przytulić.. On dokładnie wie co teraz przeżywasz. On sam przeżywał te chwile gdy czuł niewyobrażalne przytłoczenie podczas modlitwy w Ogrójcu.. „Boże mój Boże czemuś mnie opuścił??”
Jezus jest teraz bliżej Ciebie niż Ci się wydaje. On jest teraz w Twoich ranach, bólu, obawach i przytłoczeniu.. On teraz wchodzi w te wszystkie miejsca i wylewa na nie Swoją Miłość..
Dotyka tych miejsc i je leczy.. okłada.. balsamuje.
Jezus, najlepszy pielęgniarz świata.

„Ciii, Już dobrze moja Dziecinko” rozbrzmiewa w Twoim sercu.. To nie przesłuchy..
To Jezus.
Bo Jezusowi nie zależy na nikim tak bardzo jak na Tobie.
„Nic, nie musisz mówić nic.. odpocznij we Mnie, czuj się bezpiecznie..”

jasnefelietony7

Misja Miłości

Przypomnij sobie dawne czasy. Czasy króla. Pewnie ich nie pamiętasz, zresztą jak każdy z nas. Bo każdy z nas był wtedy dopiero w zamyśle Boga.
Średniowiecze. Miasteczko jak każde inne. Zamek, kościół, jarmark i rzeka. Ludzie poubierani w dziwaczne stroje i wielkie buty. Pola uprawne, ziemniaki i fasola. Stan dzielił się na dwa, na chłopów i rycerstwo.
Jedynie nieliczni mogli zbliżyć się do króla, pobyć z nim, potowarzyszyć. Nieliczni mogli skosztować obecności króla.
Wśród tych szczęśliwców król każdego roku wybierał sobie wybranych. Tych którym przydzieli specjalne zadanie. Misję.
Takich wiesz, na których barkach spoczywało wiele. Mowa o posłańcach, których król wysyłał w dalekie tereny, by dotrzeć tam gdzie jeszcze nikt nie dotarł z jego wieściami. Po to by je tam ogłosić w jego imię.
Dziś też są tacy ludzie. Ci którzy jadą coś ogłaszać. I nie wyznacza ich żaden ziemski król. Wybiera ich Król Wszechświata. Jezus.
Ludzie którzy w Jego imię zostawiają wszystko, rodziny, bliskich, znajomych, rodowite strony, marzenia i ruszają w nieznane tylko dlatego że usłyszeli w sercu wezwanie Pana. Usłyszeli że zostali wezwani na… MISJE!
Myślisz że to łatwe?? Proste?
Nie każdy może zostać misjonarzem. To nie plebiscyt w którym występuje każdy kto chce.
To ciężka droga, którą Pan wyznacza tym którym ją zaplanował.
Wyznacza posłańców, którzy w Jego imię jadą tam, setki tysięcy kilometrów od bliskich, żyją nierzadko w kiepskich warunkach, w tęsknocie, w totalnym poświęceniu i ubytku sił po to by.. przekazać mieszańcom rejonów w które się udają że jest Ktoś kto za nimi szaleje! Że nie są sami ze swoimi problemami, że ich życie jest cudownym darem, a oni sami są wyjątkowi. By pokazać im Jezusa, Jego Miłość i Miłosierdzie. By pomóc Panu otworzyć drzwi serca wszystkim zagubionym, po to by On mógł ich uleczyć, uzdrowić, umocnić.
To niełatwa droga. To droga ewangelicznej miłości. Droga ciągłego zapominania o sobie, by w zamian stawiać w to miejsce Boga i drugiego człowieka.
Posłańcy króla nie mieli łatwo. Lecz duma z tak wielkiej służby królowi była najsłodszą zapłatą za wszelkie ciężkości.
Misje to nie zabawa.
To ciężka harówka.
Ale świadomość tego że jest się Misjonarzem samego Boga, posłanym przez Niego by nieść innym Miłość jest najcudowniejszą nagrodą z możliwych.
Nagrodą Nieba.

jasnefelietony7