Archiwa tagu: łaska

Czy wystarczy?

Końcówka roku to zawsze czas skłaniający do sięganiem pamięcią wstecz. Chwytamy za lupy i starannie staramy się dojrzeć co tam w tym mijającym roku kalendarzowym się u nas wydarzyło. Szukamy sukcesów, chwil w których się zrealizowaliśmy, momentów w których ktoś nas pochwalił, czy urywków poczucia smaku zwycięstwa.

Dzisiejsze czasy to czasy samorealizacji. Pęd, rozwój, dokształcanie. Musisz być najlepszy, zarobić najwięcej, obejrzeć najwięcej, wiedzieć najwięcej i osiągnąć wszystko co tylko jest do osiągnięcia. Jak tego nie robisz to dla świata jesteś nikim.
W ostatnich dniach roku, gdy cały świat robi rachunek swoim sukcesom i wyznacza plany zarobkowe na kolejny, może warto olać ten cały świat i zrobić mu na przekór? Może warto wreszcie tupnąć w podłogę.. walnąć pięścią w stół..?! Może warto porzucić durne statystyki „co ja w tym roku osiągnąłem?”, a na kartce serca podsumowującej miniony rok w nagłówku umieścić napis..: „co w tym roku otrzymałem od Jezusa?”
Masz gdzie spać, masz kochającą rodzinę, możesz pracować, chodzić do szkoły, uśmiechać się, wstawać każdego ranka, chodzić, skakać, biegać, słyszeć, widzieć, przeżywać chwile radości, uśmiechu, miłości, pokoju, możesz spotykać się z samym Bogiem w Eucharystii, w Spowiedzi Św, w lekturze Pisma Świętego, na modlitwie.. możesz wcinać pyszniutką pizze i popijać ją colą, możesz tworzyć świat dookoła siebie, realizować swoje pasje na chwałę Panu, spacerować, podziwiać piękno świata, cieszyć buziuńkę, możesz dawać innym miłość, przyjmować ją od nich, możesz służyć Bogu służąc bliźnim, możesz być uczniem Jezusa, możesz… KOCHAĆ.

Uwierz mi, rozpoczynając kartkę rocznych posumować od słów.. „co w tym roku otrzymałem od Jezusa?” zapełnisz ją w kilka chwil. A i mogę się założyć że braknie Ci na niej miejsca.. Bo my tyle otrzymujemy od Pana.. tylko czy wystarczy nam odwagi, by porzucić pychę i zastąpić nagłówek naszych sukcesów.. Bożymi darami?
Bo gdy dziękujemy Bogu za to co od Niego otrzymujemy oczy naszych serce się otwierają. Smutek odchodzi, przygnębienie znika. Patrzymy i widzimy że mamy wszystko to co do pięknego życia potrzeba. Mamy Jego w sercu, więc po co nam durne wyścigi po durne sukcesy?
Dziękując Panu za otrzymane dary otwieramy się na kolejne. A łaski otrzymane od Niego są o stokroć piękniejsze od całych tych nagród Grammy, tytułów przed nazwiskiem, milionów na koncie czy statułetek na półce.
Tylko.. czy wystarczy nam odwagi..?

Stół Obfitości – noga #4. Żywe przebaczenie.

Trzy nogi to za mało. Stół padnie.
Jedynie wszystkie cztery razem złączone z blatem, tworzą solidną konstrukcję mogącą utrzymać wiele.
Masz już przymocowane trzy nogi. Możesz każdego dnia spotykać się twarzą w twarz z Jezusem, przyjmując Go w postaci Eucharystii, możesz w każdej chwili pogadać z Nim na każdy temat, poprzez modlitwę, a także poznać Go lepiej i zbliżyć swoje życie do Jego, dzięki lekturze Pisma Świętego.
Dokładnie.
Te trzy elementy życia duchowego tworzą trzy nogi Stołu Obfitości. Stołu dzięki któremu nasze życie ulegnie zmianie. Stołu na którym Ojciec da nam tyle łask, o ilości których nawet trudno pomyśleć.
Mimo życia w bliskiej relacji z Jezusem, jesteśmy jak ten stół bez jednej nogi.
Lekki powiew niepowodzeń i padamy. I znów te same grzechy, te same słabości, upodlenia.
Myślisz.. „Ty ziomek, to co piszesz może rzeczywiście zbliża życie do Boga, dzięki Eucharystii, modlitwie i czytaniu Ewangelii, ale co z tego skoro ciągle grzeszę, raczej ze mnie tchórz, aniżeli Dziecko Boga.”
Mam dobre wieści.
My mamy prawo upadać.
Serio. Bez ściem.
To że Jezus umarł za nas na krzyżu i zmazał nasze grzechy, nie oznacza że odebrał nam skłonności do grzeszenia. No coś ty. To byłoby dla nas za łatwe. Jak wtedy pragnąć wzrastać, jak kochać Boga, ufać Mu?
ALE.
Jezus umierając w cierpieniach sprawił, że Bóg nie widzi nas przez pryzmat tego że upadamy. Nie widzi w nas tchórzy, materialistów i małodusznych. Widzi w nas swoje ukochane Dzieci.
Jedyne co, to musimy tę godność Dzieci Bożych przyjąć.
Jak to zrobić?
Ano właśnie wyparciem się grzechu. Postawą, że chcę iść za Jezusem, chcę być święty. Przyjęciem daru od Boga, czyli Zbawienia Jezusa.
Taka postawa zmienia naszą perspektywę patrzenia na rzeczywistość. Już nie muszę patrzeć pożądliwie na kobietę, już nie muszę zazdrościć bogatym, już nie muszę być zawistny. Nie muszę bo jestem Dzieckiem samego Boga. Jego synem, uczniem. Wojownikiem.
Wiem, wiem. „to nie zmienia faktu, że wciąż upadam.”
Upadasz? Nie przejmuj się, tylko za każdym razem się podnoś!
A jak to zrobić?
Poprzez najcudowniejszą rzecz pod słońcem, a więc… Spowiedź Świętą!
Tak, najcudowniejszą!
Gdy czujesz przytłoczenie, gdy ciężary na barkach nie są ze styropianu, raczej najcięższy metal, pędź do konfesjonału. Jezus już tam na ciebie czeka.
Nie ksiądz, a Jezus. Duch Jezusa działający przez kapłana.
Przyznaj na klęczka że jesteś słaby, że bez Niego jesteś niczym. Przyznaj i zaakceptuj Jego przebaczenie.
Darmowe, dobrowolne. Nie z zasług, a z łaski.
Konfesjonał jest jak Golgota.
Nasz Król nie umarł raz.
On umiera gdy przynosisz swoje winy.
To w konfesjonale Jezus zabiera Twoje grzechy i umiera za nie. On chce to robić zawsze gdy jest Ci źle.
Umiera, byś Ty, nie musiał czuć się winny tylko z radością, czystością i wdzięcznością mógł wrócić do życia wielbiąc Pana za Jego niepojętą miłość. Byś mógł wrócić do tożsamości Dziecka Boga.

Widzisz to przed Tobą?
Tak to Stół Obfitości w komplecie! Cztery nogi! Wszystkie gotowe!!
Eucharystia, modlitwa, lektura Pisma Świętego i Spowiedź Święta.
Dzięki tym praktykom, podejmowanymi regularnie, Twoje życie zacznie się zmieniać. Regularnie, nie znaczy raz w tygodniu. Regularnie a więc CODZIENNIE. CIĄGLE (wiadomo Spowiedź, jak potrzebujesz oczyszczenia).
Stół Obfitości to twoja relacja z Bogiem. Musi dla Ciebie stać się to tak naturalne jak oddychanie. Musisz nauczyć się oddychać Bogiem.
Na początku nie będzie łatwo zmienić przyzwyczajeń, ale z czasem zadziała.
Przestaniesz żyć dla siebie, a zaczniesz dla Boga.
Wszystko to odsłoni prawdę przed Tobą.
Zostaniesz słabiutki Ty, potężny Bóg i stół.
Stół Obfitości na którym Ojciec chce dać ci nowe, CUDOWNE życie!
Nie zwlekaj, zasiadaj i jedz!
Karm się! Wzrastaj! Żyj! Kochaj!

Stół Obfitości – noga #2. Żywa więź.

Tydzień temu poznaliśmy pierwsza nogę Stołu Obfitości.
Jednak jedna to za mało, by utrzymać na nim ogrom łask, które zostały dla nas przygotowane przez samego Boga.
Nadszedł więc czas na poznanie kolejnej „nogi”.
Pierwszą był Żywy Bóg, który obecny jest w postaci Eucharystii w każdym kościele.
To prawda, On tam jest.
Ale jest gdzieś jeszcze.
Jest w człowieku który właśnie siedzi przed monitorem i śledzi wzrokiem nas, literki które autor felietonu połączył klawiaturą, w coś co stworzyło całość.
Tak Bracie, Bóg jest w Tobie! W Tobie też Siostro! i w Twoim sąsiedzie, nauczycielu i w pani z warzywniaka. W każdym.
„Gdy jednak zstąpi na was Duch Święty otrzymacie Jego moc i będziecie świadczyć o Mnie w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, aż po krańce ziemi”.
Dz.1,8
„Jako Bóg nie jest ograniczony ani czasem ani przestrzenią – może być w wielu miejscach w tym samym czasie. Jest to Duch Prawdy, którego świat nie może przyjąć, ponieważ nie może Go ani zobaczyć, ani poznać. Ale wy znacie Go, gdyż On pozostaje z wami i będzie w was”.
J.14,17

Sam Bóg jest w nas, obok nas, przed nami, przy nas. Nie jest ograniczony ani czasem ani przestrzenią. Jakże niepojęte. Jakże piękne.
Jeśli masz problem z samoakceptacją, jeśli ciągle coś w sobie odnajdujesz, coś co ci przeszkadza, zapomnij o tym. Dzięki łasce Pana, otrzymałeś Ducha Świętego. Co to oznacza? Ano to że Bóg tak Cię umiłował, że po wielgaśnej liczbie cierpień umarł za Ciebie na krzyżu, zmazał winy i zmartwychwstając uczynił Cię Swoim dziedzicem. Dzieckiem. Nie poczytuje Ci win. Nie widzi wad. Kocha Cie.
Nie zasmucaj Go użalaniem się nad sobą. To jaki jesteś to tylko i wyłącznie wola Boga. Żyj tak jak On Cię chciał mieć. Nie wstydź się, nie wywyższaj. Jesteś dziełem Boga. Jego Świątynią. Masz w sobie Bożego Ducha. Jesteś Jego własnością. Żyj jak najlepiej wypełniając swoją misje tu na ziemi, tak by Bóg mógł być z ciebie dumny.
Dzięki obecności w Tobie Ducha Boga, Ducha Jezusa, jesteś częścią BOSKOŚCI. Nie jesteś Bogiem, ale masz w sobie Boga. Chwytając za kolejną flaszkę, chcąc znów się wywyższyć, kogoś olać, wyzwać, wyśmiać zawsze miej na uwadze to kim jesteś. Nie Jankiem z Grabostowa, a stworzeniem, dziełem, DZIECKIEM BOGA!
„Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie.” J 6, 57.
Widzisz tu jakieś podobieństwo?
Jezus żyje przez Ojca, a Ty jeśli przyjmujesz Eucharystię żyjesz przez Jezusa. Jesteś Dzieckiem Boga. Człowieku ogarniasz? Bo ja ciągle jestem w ciężkim szoku.
Zrozumienie tego zmienia wszystko. Całe życie.
Przyjmij tę wiadomość i żyj jak na Dziecko Boga przystało. Oczywiście nie jesteśmy ideałami, upadki, słabości, występki są w nas ciągle obecne. Ważne by się na nich nie skupiać, przylgnąć przy Panu, oddać Mu je i starać się każdego dnia stawać się lepszym. Tak by Ojciec w Niebie był z nas dumny.
24 h na dobę nie możemy siedzieć w kościele przy Jezusie Eucharystycznym. To wiadome. Co więc czynić by trwać w jedności z Bogiem?
Noga #2 to… MODLITWA.
Duch Pański jest w nas, jest z nami. Modląc się czuj bliskość Jezusa. On jest wtedy z Tobą. Siedzi przy Tobie. „Jako Bóg nie jest ograniczony ani czasem ani przestrzenią”.
Poprzez modlitwę czyli rozmowę z Bogiem możemy wytrwać w jedności z Nim, każdego dnia.
Pamiętasz o parze zakochanych, o czasie spędzanym razem by zbliżać się do siebie?
Najpełniej zbliżasz się z Bogiem w Eucharystii. To jasne. Ale jest nam dana ta łaska że możemy być blisko Pana cały czas. Poprzez modlitwę.
Modlitwa to czas poznawania Boga. A poznając Boga, poznajesz siebie. To jaki jesteś malutki, a Bóg wielki. Zbliżaj się, odkrywaj, poznawaj, zjednaczaj. Zostań przyjacielem z Bogiem.
Ja wieeem. „Doba jest tak krótka, a tu tyle spraw na głowie. Jak ja mam znaleźć czas by się modlić?”
Modlitwa to nie mozolne ślinczenie godzinami na klęczka, aż jęczenie z bólu. Modlitwa to rozmowa z Bogiem ziomek. Spotkanie. To zauważenie Boga. Tego że jest w Tobie i przy Tobie. Zawsze.
Nie potrzebujesz wiele czasu. Po prostu przywołaj myślami Jezusa jak myjesz zęby. Poproś Go o dobry dzień idąc rano po bułki. Powiedz Mu co cię boli jadąc autobusem do pracy. Daj Mu znaka, co by Ci się w życiu przydało, gdy masz przerwę w pracy. Zrezygnuj z siedzenia przed komputerem każdego dnia przynajmniej 20 minut. Odejdź wtedy na bok i pomódl się różańcem. Koronką. Litanią.
Modlitwa to nie błagalne wypociny człowieka. Tak sądząc nie dziw, że modlitwa męczy tak wielu.
Prawdziwa istota modlitwy to zbliżanie się do Jezusa. To oddawanie mu swojego życia, to nauka ufności. Modlitwa to czas spędzany z nim. I nie musi to być męczący czas. Serio, modlitwa może być czasem tak świetnym, jak ten spędzany z najlepszym kumplem. Z ukochaną osobą.
Tylko utrzymując stały kontakt myślowy z Jezusem, możesz każdego dnia wytrwać, z dala od grzechów. Możesz trwać w dobru i to dobro w sobie rozwijać.
Choć nie jesteś ideałem, możesz stać się idealnym Dzieckiem Boga. Żyjąc tak jak On Cię stworzył, oddając mu swoje wady i niedostatki, stale dążąc do lepszego.
Przyjmuj Żywego Jezusa, utrzymuj z Nim stały kontakt.
On ciągle na to czeka.
Mamy już dwie mega solidne nogi stołu. Umacniaj je w sobie każdego dnia.
Kolejne dwie niedziele, to dwie kolejne nogi Stołu Obfitości.
Coraz więcej Łask już na nas czeka.
Razem poznajmy Dobroć Pana, kolejną już 21 czerwca.