Archiwa tagu: odwaga

Tau ministrantem

Ten wpis będzie nadzwyczaj krótki, ale opisywany fakt tutaj mówi sam za siebie. Nie potrzeba komentować czynów, które same z siebie mówią nam więcej niż najlepsze recenzje, streszczenia czy analizy. Zdarzenia, które są jakby wyświetlaczem na którym wyświetla się Miłość w postaci odwagi, zapału, poświęcenia i służby.

Jedno zdjęcie może powiedzieć więcej niż całe książki.

Jeden wybór może zmienić podejście tysięcy.

Tau został ministrantem. W świecie materializmu, alko, narko i grubych melo, jeden z najlepszych raperów w Polsce zakłada komrze i idzie służyć do ołtarza. Dawno mnie nic tak nie poruszyło.

Więcej mówić nie potrzeba. Popatrzcie sami: https://m.facebook.com/tau.bozon/photos/a.744786855563912.1073741829.638897969486135/2207277559314827/?type=3&source=57&ref=m_notif&notif_t=page_post_reaction

__________

kup moją debiutancką książkę „Apostołowie w dresach” na: https://www.swietywojciech.pl/Ksiazki/Duchowosc/Nowa-Ewangelizacja/Apostolowie-w-dresach-Jezus-potrzebuje-wlasnie-ciebie

Czy wystarczy?

Końcówka roku to zawsze czas skłaniający do sięganiem pamięcią wstecz. Chwytamy za lupy i starannie staramy się dojrzeć co tam w tym mijającym roku kalendarzowym się u nas wydarzyło. Szukamy sukcesów, chwil w których się zrealizowaliśmy, momentów w których ktoś nas pochwalił, czy urywków poczucia smaku zwycięstwa.

Dzisiejsze czasy to czasy samorealizacji. Pęd, rozwój, dokształcanie. Musisz być najlepszy, zarobić najwięcej, obejrzeć najwięcej, wiedzieć najwięcej i osiągnąć wszystko co tylko jest do osiągnięcia. Jak tego nie robisz to dla świata jesteś nikim.
W ostatnich dniach roku, gdy cały świat robi rachunek swoim sukcesom i wyznacza plany zarobkowe na kolejny, może warto olać ten cały świat i zrobić mu na przekór? Może warto wreszcie tupnąć w podłogę.. walnąć pięścią w stół..?! Może warto porzucić durne statystyki „co ja w tym roku osiągnąłem?”, a na kartce serca podsumowującej miniony rok w nagłówku umieścić napis..: „co w tym roku otrzymałem od Jezusa?”
Masz gdzie spać, masz kochającą rodzinę, możesz pracować, chodzić do szkoły, uśmiechać się, wstawać każdego ranka, chodzić, skakać, biegać, słyszeć, widzieć, przeżywać chwile radości, uśmiechu, miłości, pokoju, możesz spotykać się z samym Bogiem w Eucharystii, w Spowiedzi Św, w lekturze Pisma Świętego, na modlitwie.. możesz wcinać pyszniutką pizze i popijać ją colą, możesz tworzyć świat dookoła siebie, realizować swoje pasje na chwałę Panu, spacerować, podziwiać piękno świata, cieszyć buziuńkę, możesz dawać innym miłość, przyjmować ją od nich, możesz służyć Bogu służąc bliźnim, możesz być uczniem Jezusa, możesz… KOCHAĆ.

Uwierz mi, rozpoczynając kartkę rocznych posumować od słów.. „co w tym roku otrzymałem od Jezusa?” zapełnisz ją w kilka chwil. A i mogę się założyć że braknie Ci na niej miejsca.. Bo my tyle otrzymujemy od Pana.. tylko czy wystarczy nam odwagi, by porzucić pychę i zastąpić nagłówek naszych sukcesów.. Bożymi darami?
Bo gdy dziękujemy Bogu za to co od Niego otrzymujemy oczy naszych serce się otwierają. Smutek odchodzi, przygnębienie znika. Patrzymy i widzimy że mamy wszystko to co do pięknego życia potrzeba. Mamy Jego w sercu, więc po co nam durne wyścigi po durne sukcesy?
Dziękując Panu za otrzymane dary otwieramy się na kolejne. A łaski otrzymane od Niego są o stokroć piękniejsze od całych tych nagród Grammy, tytułów przed nazwiskiem, milionów na koncie czy statułetek na półce.
Tylko.. czy wystarczy nam odwagi..?

Dzieci Króla #dobreŁotry

Miałeś tak kiedyś, że czułeś się do niczego? Tak wieesz, totalny dół, słabość i przygniecenie. Czas gdy kiedy spojrzałeś w lustro, miałeś ochotę walnąć tego gostka po drugiej stronie pięścią wprost w twarzyczkę. Czas uwypuklenia Twoich grzechów. Czas przegranej.
Ja wieeem, każdy ma taki czas, w którym czuje się jak jedno wielkie NIC.. Widzi te wszystkie nakazy, polecenia i zasady wszechobecne w świecie chrześcijańskim, bijące w niego jak wielka pięść Kliczki. Wszystkie te ataki, jeśli nie będziesz taki to skończysz tak, czy siak.. I tak dalej i tak dalej.. Widzi to wszystko, potem patrzy na swoje życie i już nawet boi się podnieść głowy, nie mówiąc o dalszym życiu pełnym pasji i radości..
STOP.
Czy tego chce nasz Bóg?? Czy pragnie tego byśmy chodzili zdołowani jak mrówki, przez to że naszym sercom jeszcze tak daleko do doskonałości??
Bzdura, Pan owszem chce żebyśmy pamiętali o tym że bez Niego jesteśmy totalnie słabi, ale nie chce żeby to powodowało nasze przybicie..
On chce stanąć teraz przed Tobą, normalnie, On w Twoim pokoju.. pragnie podnieść Cię z upadku, skierować Twój wzrok na Jego wzrok i wyszeptać, łagodnym, pełnym miłości głosem.. „Jesteś moim ukochanym, w pełni wartościowym Dzieckiem! Do góry głowa, nieistotne, że niedoskonały, jesteś synem/córką samego Króla!”.
Czaisz temat?? Jezus staje i normalnie prosto w oczy Ci to w tym momencie mówi! Wczorajszy dzień zmienił wszystko w dziejach Polski, ale i też zmienił wszystko w.. Twoich dziejach Braciszku! I w Twoich też Siostrzyczko! Twoje życie już nie jest życiem Tomka, Kasi, Kuby, Oli czy Staśka.. Twoje życie od wczoraj jest życiem.. dziecka samego KRÓLA!
Poprzez akt przyjęcia Jezusa za naszego Króla i Pana, przyjąłeś tym samym testament dziecięstwa Bożego ofiarowany właśnie Tobie przez Chrystusa dwa tysiące lat temu na drzewie krzyża, oblanym litrami krwi.. Jego Przenajświętszej Krwi..
Zasady chrześcijańskie, nakazy i polecenia są potrzebne. No jasne. To dzięki nim wiemy jak powinniśmy postępować. Jednak nie mogą one sprawiać że całe Twoje życie kręcić się będzie wokół nich.. że będziesz żył by je wypełniać.. Twoje życie musi kręcić się wokół.. MIŁOŚCI.
A upadki będą Ci się zdarzać. Jednak ważne by po uświadomieniu sobie swojej słabości, szybko przypomnieć sobie że dla Pana to nie jest najważniejsze.. że dla Niego najważniejszy jesteś.. Ty.
Dobry Łotr z krzyża też był przez wszystkich skreślony.. a przez Jezusa został obdarzony tak wielkim Miłosierdziem, że jeszcze tego samego dnia… został Święty.
Nie bez przyczyny w dniu wczorajszym, w dniu Jezusa Króla Wszechświata, w Ewangelii słyszymy o Dobrym Łotrze..
To odpowiedź.
Odpowiedź Twojemu sercu, które wciąż nie jest pewne czy Bóg kocha je pomimo tylu słabości..
No to masz odpowiedź..
Jezus za Tobą szaleje!
Możesz odetchnąć..
..Drogie Dziecko Króla!
jasnefelietony7

Kowal, plastelina i żelazo

Od zawsze podziwiałem ludzi ciężkiej pracy. Takiej wiesz w totalnym pocie czoła, brudnym ubraniu i maksymalnym ubytku sił. Zaczynają o świcie, a kończą o zmierzchu. Poświęcają swoje organizmy, by coś wytworzyć. Oddają, by zyskać. Górnicy, rolnicy, budowlańcy, rzemieślnicy, czy kowale.
Przypatrzmy się chwilę tym ostatnim, pracującym w zakładach kowalskich.
Ich zadaniem jest wytworzenie czegoś mega solidnego, żelaznego, rzeczy twardej, dobrze ukształtowanej i służącej innym. Rzeczy nie do złamania.
Biorą pewną część blachy i tłuką w nią, położoną na kowadle, wielkim młotem. Setki uderzeń powierzchni młota powodują, iż kształtowany przedmiot nabiera coraz wyraźniejszych i prawidłowych kształtów.
Po co o tym piszę?
Bo widzę swoje życie jak leży tam na tym kowadle i uderzeniami młota jest kształtowane przez Stwórcę, który tak samo jak kowal, tworzy ze mnie coś pięknego. I wcale nie chodzi o twarz, sylwetkę czy oczy.
Chodzi o serducho.
Też tak masz? Ja wieem już masz dość tej ciągłej walki.. tych cierpień, tej pracy nad sobą, tych wszystkich wyrzeczeń i bólów. Uwierzyłeś na maxa w Boga, myślałeś że już będzie tylko cudownie, a tu raczej Syzyf, głaz i wielka góra?
Wiesz co? My jesteśmy ułomni. Przepraszam, ale tak jest, jesteśmy ułomni przez.. grzech. Gdy nie było grzechu myśleliśmy po Bożemu. Przyszedł grzech i spaczył nam myślenie.
My widzimy po ludzku i ciężko nam patrzeć przez Boży pryzmat.. my ciągle chcemy by wszystko szło po naszej myśli, będąc pewni, że wiemy co będzie dla nas najlepsze.
Bzdura, my nic nie wiemy.
My chcielibyśmy wziąć plastelinę i tam na tym kowadle urzeźbić coś pięknego w trzy minuty i dalej już wieźć cudowne życie bez jakichkolwiek przeciwności, aż do śmierci ciała..
My nic nie wiemy.
Jedynie On, wie co jest dla nas naprawdę dobre. Jedynie On jest w pełni DOBRY.
To Jezus przychodząc na świat i umierając za nasze grzechy daje nam siebie i ofiarowuje swój dar – swoją MIŁOŚĆ, tożsamość dziecka Boga. My mamy wolny wybór, albo przyjmiemy albo nie. Wóz albo przewóz.
Jeśli przyjmiemy Jezusa, pozwalamy Bogu działać w nas. Pozwalamy nas kształtować.
On mógłby pozwolić nam samym ukształtować siebie z plasteliny.. mógłby, ale przecież On nas naprawdę KOCHA! Plastelina w momencie się rozsypie, stopi czy zniekształci. Malutka burza i jej nie ma.
A On widząc po Bożemu widzi to co jest dla nas naprawdę najlepsze. Inaczej się nie da. To grzech tak nas zniekształcił, że jedynie poprzez zdarzenia które są często dla nas bolesne, Bóg może nas uzdrowić i uwolnić.
To On dopuszczając do uderzeń młotów w nas (ciężkie wydarzenia, czasem cierpienie, niepowodzenie itp.) kształtuje nas na cudowne dzieła. Twarde, dobre, piękne i służące innym. Boże dzieła.
Zaufajmy najlepszemu Kowalowi we Wszechświecie, odłóżmy na bok plastelinę, i pozwólmy Panu działać, a już niedługo będziemy naprawdę mocni i piękni.. z naprawdę pięknymi serduchami.
„Odwagi, nie bójcie się, Jam zwyciężył świat!”