Archiwa tagu: radość

Światło

Wszyscy wiemy jak to jest żyć w ciemności. Gdy braknie prądu w zimowy wieczór ciężko trafić do łazienki, problem ze zjedzeniem kolacji, już nawet nie wspominając o wzięciu prysznica. Brak światła doskwiera. Stwarza dyskomfort. Utrudnia życie.

I w naszych wnętrzach też tak jest. Są one jak mieszkania w których potrzeba światła. Początkowo może i go nie brakuje, jednak gdy zapada zmrok, każdy szuka włącznika światła by nastała jasność. Nasze serca potrzebują światła tak samo jak nasze pokoje. By pokój był w pełni, potrzeba Światła. Dobrze znamy momenty gdy tego blasku braknie w naszych aparatach dotleniających organizm. Serducho w ciemności, jest jak niewidomy błądzący nocą po lesie. Gdy nasze serce nie ma latarki, zgubi się. Poprzewraca.. poturbuje.

Co zrobić by na nowo odnaleźć to światło, gdy blask świecy w naszym sercu zgaśnie? Ja wiem, wtedy nie jest łatwo. Najlepiej wszystko rzucić i zapaść w sen jak niedźwiedź na początku zimy. Ale właśnie o to chodzi by zapragnąć zmiany. By pójść, by zbliżyć się do Źródła Światła, by przyjść do Miłosiernego Jezusa, stanąć przed Nim takim jaki jestem, bez udawania, bez zakrywania czegokolwiek. Stanąć wziąć tą świece swojego obolałego, poranionego i zalęknionego serca i wydusić z siebie.. „Panie zapal ją Swoim blaskiem, rozświetl mroki mojego życia bo już nie mam siły żyć. Pomóż.. rozświetl..”

Bądź spokojny. Jezus nie jest Bogiem tyranem, czyhającym na Twoje potknięcie.. Jezus jest Bogiem miłości, dobra i pokoju.. jest Bogiem rozświetlającym każdą ciemność. Jego wsparcie jest jak latarka, która pozwala wygramolić się nam z wszelkich problemów.

Gdy w zimowy wieczór braknie w domu światła, mamy problem. Gdy braknie światła w naszym wnętrzu, mamy Jezusa. A gdy On rozpali Swoim ogniem nasze serca, zapłoną one pokojem, miłością, ciepłem, dobrem i nadzieją. Nadzieją na nowe.. LEPSZE czasy.

Wystarczy byś się do niego zbliżył.

Biegacze

Dzisiejszy świat to świat pędzących ludzi. I niby większość nie trenuje, ale każdy biega. Biega za szczęściem. I w sumie to nic złego, pragnienie szczęścia.. to takie normalne, takie ludzkie.. tylko wiecie co? My ludzie, jakoś tak kurde się porobiło, że biegniemy nie po tej trasie co trzeba.. zagubiliśmy się, zakręciliśmy, zapomnieliśmy i zamiast po drodze do prawdziwego i jedynego szczęścia, poskręcaliśmy w jakieś boczne uliczki. Uliczki poczucia szczęścia od ludzi, od pracy, od pozycji, od poszanowania, szczęścia od dobra które się wyświadczy innym, czy poczucia stabilności życia.
I niektóre z tych ścieżek są dobre, przecież to tak piękne gdy chcemy być super dobrymi ludźmi, którzy wszystkim pomagają i potrafią zabezpieczyć los rodziny. Okej, wszystko fajnie.. tylko wiecie co? na cholerę nam to wszystko, kiedy nie potrafimy zabezpieczyć losu siebie i rodziny.. ale losu tego WIECZNEGO życia?!
Wybieramy ten szereg ścieżek i pędzimy nimi, co najśmieszniejsze myśląc że robimy dobrze, prawo i „po Bożemu”.. bzdura, każda droga która nie jest wypełniona Jezusem jest drogą donikąd. Serio.
Myślisz że żyjąc „na medal”, pomagając komu się da, robiąc najlepsze rzeczy, ale wszystko SAM, bez żywej relacji z Bogiem, jesteś wielki w oczach Pana?
Jemu nie chodzi o sukcesy. Jemu chodzi o Ciebie..
Weź odłuż na moment to wszystko za czym tak gnasz. Weź zatrzymaj się na tej ścieżkę którą sobie obrałeś jako tą prowadzącą do niby szczęścia.. stań, zatrzymaj się, odsapnij.. i pogadaj..
Pogadaj z Jezusem który właśnie stoi przed Tobą.
Naprawdę stoi. No weźże w końcu podnieś oczy!
Dość udawania, dość gnania samemu, dość gonienia za pozornym szczęściem..
Jemu chodzi o nas. O nasze serca.
Gdy wejdziemy na tą jedną, właściwą ścieżkę, którą rozpoczniemy bieg do prawdziwego szczęścia, w naszym życiu zacznie się wszystko zmieniać..
Odejdą smutki, rozgoryczenie, udawanie, nerwy i niepokój..
Bo to wszystko jest, gdy nie ma Boga.
Chrystus to zbierze. Da Ci w zamian butelki miłości, radości, pokoju, sensu, bliskości, samoakceptacji, poczucia wartości i siły.. butelki, byś nie musiał już gasić pragnienia szczęścia żadnymi zastępnikami..
Byś biegnąc po szczęście Nieba, w każdej chwili mógł stanąć wziąć do ręki to co daje Ci Bóg i po prostu jednym łykiem wprowadzić to w siebie, tak jak biegacz gasi pragnienie biegnąc w zawodach.
Czekają na nas cudowne, Boże rzeczy już tu na ziemi. Czekają ulewy łask z Nieba. Ognie Miłości. Podmuchy pokoju. Potoki radości.
Tylko wreszcie wejdźmy na tą jedną, właściwą ścieżkę..
Resztą zajmie się On.
Bo tylko On jest tym za czym tak gnamy…
Bo TYLKO On jest prawdziwym szczęściem.

jasnefelietony7

Bieganie po wodzie. #zaufanie

Ej miałeś tak kiedyś że chciałeś dokonać czegoś niemożliwego?? Wiesz takie coś z niczego.. pokazać że możesz żyć radośnie mimo niesprzyjających okoliczności.. Dać kopa smutkom, a przywitać radosne chwile..?
Wiem że tak. Każdy tak ma. Każdy chce wreszcie dobrych dni, radości i pokoju.
okej. No więc czemu się nie udaje?? dlaczego znów upadek, krople łez na policzku, a w oddali echo zgorzknienia i marazmu życia.. czemu znów tafla wody zaczyna się pienić, a wir otchłani smutku wciąga nas swą falą kłopotów??
czemu? bo my ludzie jesteśmy dziwni.
Bez kitu. Bo patrz tylko, mamy czarno na białym, wymalowane jakby obraz na płótnie artysty, słowa, wskazówki Jezusa co zrobić, żeby przejść przez fale kłopotów i spokojnie dotrzeć do szczęścia.. dotrzeć do Niego.
to czemu my znów robimy po swojemu?! czemu znów zamiast skupiać się na Jezusie i ciągle patrzeć Mu w oczy z pełnym zaufaniem, wybieramy koncentrowanie się na kłopotach.. na problemach ..smutkach..
A przecież Jezus znów z pełnym spokojem staje w Twoim pokoju i łagodnym, pełnym miłości głosem mówi.. „odwagi, Ja jestem.. nie bój się! mogę dokonać w Twoim życiu WSZYSTKIEGO, zadbam o Ciebie jak nikt inny, ze Mną pokonasz każdy problem, każdą przeszkodę, ja za Tobą szaleje!”
Przychodzi i wręcza Ci gwarancję.
Gwarancję pokoju i miłości w sercu mimo pojawiających się kłopotów.
Pytanie czy przyjmiemy to zapewnienie czy znów spojrzymy na piętrzące się przed nami kłopoty.. szalejące morze?
To niełatwe, wiem.
Sam św. Piotr się na tym złapał, że po początkowym pewnym kroczeniu po szalejącym morzu (fale kłopotów) gdy skupiał się na Jezusie, w końcu problemy odciągają jego uwagę od Pana.. i Piotr upada.. topi się w tych problemach..
Nie oskarżaj się jeśli upadasz.. Każdy upada.. po prostu wstań poprzez sakrament spowiedzi, jest to Boża ręka która wyciąga Cię z otchłani grzechu i smutku.. i z każdym kolejnym dniem staraj się coraz bardziej ufać Jezusowi.. odciągać swój duchowy wzrok od kłopotów, a skupiać go na Jezusie i Jego miłości.. krok po kroku powiększaj swoje zaufanie do Niego.
z Nim możemy dokonać WSZYSTKIEGO co dobre.. On zawsze chce nas prowadzić z pokojem i miłością w sercu nawet wtedy, gdy okoliczności nie są nam sprzyjające, morze życia się piętrzy i próbuje nas wciągnąć..
Z Nim przejdziemy z pokojem w sercu przez WSZYSTKO.
Wystarczy że utkwimy w Nim nasz wzrok..
nasze serca.

Stół Obfitości – noga #4. Żywe przebaczenie.

Trzy nogi to za mało. Stół padnie.
Jedynie wszystkie cztery razem złączone z blatem, tworzą solidną konstrukcję mogącą utrzymać wiele.
Masz już przymocowane trzy nogi. Możesz każdego dnia spotykać się twarzą w twarz z Jezusem, przyjmując Go w postaci Eucharystii, możesz w każdej chwili pogadać z Nim na każdy temat, poprzez modlitwę, a także poznać Go lepiej i zbliżyć swoje życie do Jego, dzięki lekturze Pisma Świętego.
Dokładnie.
Te trzy elementy życia duchowego tworzą trzy nogi Stołu Obfitości. Stołu dzięki któremu nasze życie ulegnie zmianie. Stołu na którym Ojciec da nam tyle łask, o ilości których nawet trudno pomyśleć.
Mimo życia w bliskiej relacji z Jezusem, jesteśmy jak ten stół bez jednej nogi.
Lekki powiew niepowodzeń i padamy. I znów te same grzechy, te same słabości, upodlenia.
Myślisz.. „Ty ziomek, to co piszesz może rzeczywiście zbliża życie do Boga, dzięki Eucharystii, modlitwie i czytaniu Ewangelii, ale co z tego skoro ciągle grzeszę, raczej ze mnie tchórz, aniżeli Dziecko Boga.”
Mam dobre wieści.
My mamy prawo upadać.
Serio. Bez ściem.
To że Jezus umarł za nas na krzyżu i zmazał nasze grzechy, nie oznacza że odebrał nam skłonności do grzeszenia. No coś ty. To byłoby dla nas za łatwe. Jak wtedy pragnąć wzrastać, jak kochać Boga, ufać Mu?
ALE.
Jezus umierając w cierpieniach sprawił, że Bóg nie widzi nas przez pryzmat tego że upadamy. Nie widzi w nas tchórzy, materialistów i małodusznych. Widzi w nas swoje ukochane Dzieci.
Jedyne co, to musimy tę godność Dzieci Bożych przyjąć.
Jak to zrobić?
Ano właśnie wyparciem się grzechu. Postawą, że chcę iść za Jezusem, chcę być święty. Przyjęciem daru od Boga, czyli Zbawienia Jezusa.
Taka postawa zmienia naszą perspektywę patrzenia na rzeczywistość. Już nie muszę patrzeć pożądliwie na kobietę, już nie muszę zazdrościć bogatym, już nie muszę być zawistny. Nie muszę bo jestem Dzieckiem samego Boga. Jego synem, uczniem. Wojownikiem.
Wiem, wiem. „to nie zmienia faktu, że wciąż upadam.”
Upadasz? Nie przejmuj się, tylko za każdym razem się podnoś!
A jak to zrobić?
Poprzez najcudowniejszą rzecz pod słońcem, a więc… Spowiedź Świętą!
Tak, najcudowniejszą!
Gdy czujesz przytłoczenie, gdy ciężary na barkach nie są ze styropianu, raczej najcięższy metal, pędź do konfesjonału. Jezus już tam na ciebie czeka.
Nie ksiądz, a Jezus. Duch Jezusa działający przez kapłana.
Przyznaj na klęczka że jesteś słaby, że bez Niego jesteś niczym. Przyznaj i zaakceptuj Jego przebaczenie.
Darmowe, dobrowolne. Nie z zasług, a z łaski.
Konfesjonał jest jak Golgota.
Nasz Król nie umarł raz.
On umiera gdy przynosisz swoje winy.
To w konfesjonale Jezus zabiera Twoje grzechy i umiera za nie. On chce to robić zawsze gdy jest Ci źle.
Umiera, byś Ty, nie musiał czuć się winny tylko z radością, czystością i wdzięcznością mógł wrócić do życia wielbiąc Pana za Jego niepojętą miłość. Byś mógł wrócić do tożsamości Dziecka Boga.

Widzisz to przed Tobą?
Tak to Stół Obfitości w komplecie! Cztery nogi! Wszystkie gotowe!!
Eucharystia, modlitwa, lektura Pisma Świętego i Spowiedź Święta.
Dzięki tym praktykom, podejmowanymi regularnie, Twoje życie zacznie się zmieniać. Regularnie, nie znaczy raz w tygodniu. Regularnie a więc CODZIENNIE. CIĄGLE (wiadomo Spowiedź, jak potrzebujesz oczyszczenia).
Stół Obfitości to twoja relacja z Bogiem. Musi dla Ciebie stać się to tak naturalne jak oddychanie. Musisz nauczyć się oddychać Bogiem.
Na początku nie będzie łatwo zmienić przyzwyczajeń, ale z czasem zadziała.
Przestaniesz żyć dla siebie, a zaczniesz dla Boga.
Wszystko to odsłoni prawdę przed Tobą.
Zostaniesz słabiutki Ty, potężny Bóg i stół.
Stół Obfitości na którym Ojciec chce dać ci nowe, CUDOWNE życie!
Nie zwlekaj, zasiadaj i jedz!
Karm się! Wzrastaj! Żyj! Kochaj!

Stół Obfitości – zapowiedź

„Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości.”
Jezus to Bóg. Pasterz który przyszedł do zagubionych owiec. Do nas. Ludzi.
Nie przyszedł aby skarcić, ale uratować.
Przyszedł, żył, umarł, po to, byśmy my nie musieli umierać. Abyśmy mogli żyć wiecznie.
Ale to nie wszystko. Przyszedł też po to, abyśmy mieli życie w OBFITOŚCI.
Nie tylko po śmierci ciała, gdy spotkamy się twarzą w twarz z Wszechmocnym, ale już tu na ziemi. Chce nam dać doświadczać Nieba. Obfitości.
Pierwsze co kojarzy mi się tym terminem, to wielka uroczystość, pięknie zastawiony stół z mnóstwem pyszności.
Obfitością życia jest MIŁOŚĆ i wszystkie jej owoce. Pokój, radość, cierpliwość, łaskawość, dobroć, uprzejmość, cichość, wierność, skromność, wstrzemięźliwość, czystość, męstwo, pobożność, boża mądrość.
Bóg chce dać nam to wszystko już teraz. Nie po śmierci ciała, ale już dziś pragnie, byś usiadł do suto zastawionego stołu łask i zaczął jeść! Tak po prostu. Nie jako zaproszony gość, ale jako Jego Syn. Jako Dziecko Boga. Nie gdzieś na szarym końcu ze spuszczonym wzrokiem, ale na uroczystym miejscu. Tuż przy Nim. Obok. Czaisz temat?
Wiem, że wiele razy próbowałeś żyć, by móc w codzienności kosztować ze stołu obfitości Pana, żyć jak Jego uczeń, a kończyło się jak zwykle. Znów zmęczenie, złość, smutek i zgorzkniałość. Jak nie lądowało na ubraniu, to smak nie ten. A wiesz czemu?
Zasiadłeś nie do tego stołu co trzeba. To świat podsuwa nam co trochę jakieś nowości. Jakieś turbo stoły, które może i wyglądają fajnie, ale nic dobrego na nich nie zjemy. A nawet jeśli to skutki poznamy w toalecie.
Często nawet gdy odnajdziesz już właściwy stół, on nagle się przewraca. A z nim wszystko to co miało dać Ci sił i obfitego życia, ląduje na ziemi.
Teraz posłuchaj.
Stół Boga jak każdy stół ma cztery nogi. Tylko na wszystkich czterech nogach może stać, nie na dwóch, trzech czy jednej. Na nim wszystkie obfitości które Pan chce Ci ofiarować już dziś.
Stół obfitości, to Twoja bliska relacja z Bogiem. Osobista. Intymna.
Tylko Ty i Pan Wszechświata. Mocne co?
Jesteś gotowy by odnaleźć jedyny prawdziwy stół, by móc wreszcie w pełni cieszyć się życiem? By móc zostać obsypanym łaskami wprost z Nieba? By nareszcie najeść się do syta dobrocią?
Przez cztery kolejne niedziele na #JasnychFelietonach odkryjesz kolejne nogi stołu. Pierwsza już 7 czerwca.
Zacieraj ręce, przełykaj ślinę, czekaj na to.
Bo Boża Obfitość jest serio obfita!
Mmmm! :))

Umorusana szyba

Okno. Bez niego w pokoju byłoby strasznie. Ciemno, mrocznie i przytłaczająco. Można powiedzieć, że nie ma pokoju bez tego okna. To przez nie wpadające promienie światła rozświetlają pomieszczenie.
I tak samo w życiu.
Jesteśmy pomieszczeniem, i dopóki nie otworzymy okna, nie podciągniemy żaluzji żyjemy w ciemności, beznadziei i pustce. Podciąganie żaluzji, to otwarcie się na Boga. To akt woli, poprzez który zapraszamy Go do naszego życia. To On swoim Światłem oświetla nasze mroki. On czyni nasze życie prawdziwym Pokojem.
Życie w prawdziwej relacji z Jezusem oczyszcza nasze życie i wlewa w nie radość, pokój, nadzieję, ufność. Jednak nie zawsze tak jest. Jeśli czujesz, że pomimo wielkich chęci, pomimo wzrastającej miłości do Boga wciąż „coś nie gra”, spójrz na szyby swojego okna.
Podciągnięcie żaluzji to pierwszy, przyjemny i ekscytujący moment rozświetlania naszego życia. Pierwsze światło po tak długim czasie mroku sprawia, że chciałoby się krzyczeć z radości.
Jednak po pewnym czasie, zauważamy, że światło jest, ale takie jakby zamglone, przyćmione.
Jest to wynikiem zabrudzonej szyby okna.
By móc w pełni poznać prawdziwy, rozświetlony Bogiem Pokój, musimy wzorem najlepszych gospodyń chwycić za ścierę, płyn do mycia okien i zabrać się ostro do roboty. I czasem jest ona strasznie męcząca i długotrwała. Po latach zmycie brudów z szyby nie jest tak prostym zadaniem.
Zabrudzeń jest masa, przez lata życia „bez Boga” dokładamy co trochę nowych zababrań. Jednym z nich są.. bożki.
„Nie będziesz miał Bogów cudzych przede mną”.
Pierwsze przykazanie dekalogu nie oznacza jedynie zakazu wyznawania wiary w innego boga.
Bożkiem w naszym życiu może stać się dosłownie wszystko. Jeśli coś pochłania cały twój czas, myśli, emocje, i wszystko inne i nie jest to Bóg, wiedz że to właśnie to dla ciebie stało się bożkiem.
„ Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.” (Mt 10)
Dziwne co? „To że strasznie kocham swoich rodziców to źle?”
Jeśli kochasz ich bardziej niż Boga, to nawet bardzo źle. Jeśli ktoś lub coś staje się dla ciebie ważniejsze niż Bóg i działanie dla Jego chwały, to to właśnie jest tą kupą i wszelkim brudem zabrudzającym szybę twojego Pokoju. To przez to, że całą swą energię poświęcasz dla swojego ukochanego klubu piłkarskiego, to przez to, że twoja dziewczyna jest całym twoim światem i nie masz w głowie myśli oprócz myśli o niej, to przez to, że twój idol, sportowiec, muzyk staje się dla ciebie wzorem, ideałem i niemalże oddajesz mu cześć, wszystko to sprawia, że Boże Światło, że miłość Jezusa nie może wlać się w pełni do twojego serducha. Wszystko co jest ważniejsze od Boga jest grzechem bałwochwalstwa. Wszystko to jest ubabraną szybą.
Chwytajmy czym prędzej za ścierki, wodę i płyn, bo Boża miłość już nie może się doczekać, by wkroczyć w nasze życie, tak samo jak poranne słońce przez czyściutką szybę naszego pokoju. Czyszczenie tego wszystkiego, nie oznacza, że mamy nie kochać rodziców, dziewczyny, darzyć szacunkiem i wzorować się na dobrych autorytetach. Możemy, a nawet musimy to robić, ale musimy też pamiętać i uważać na to, by wszystko to nie przysłoniło nam Tego dla którego chwały właśnie teraz oddychamy, siedzimy i czytamy ten tekst.
Jakie środki do wyczyszczenia kup, zacieków i brudu? Oczywiście rozmowa z Bogiem, Spowiedź święta, Eucharystia i lektura Pisma Świętego. Te „środki” zmiatają w momencie vanishe, pury i wszystkie inne ludwiki.